Kategorie
Recenzje

Tyler Rake: Ocalenie – Recenzja

Nie pytaj, co Twój bezwzględny najemnik filmowy może dla Ciebie zrobić; zapytaj, czy jest szczeniak lub małe dziecko, które może uratować, aby odkupić swoją złamaną duszę.

Podobnie jak John Wick, The Professional i inne filmy poprzedzające ten film, „Tyler Rake: Ekstrakcja” to opowieść o błyskotliwym zabójcy, nieokrzesanym przez bardziej miękkie zwierzęta – urażony tween, perchance lub czuły pitbull – ale w przeciwnym razie niewzruszonym w jego bezlitosnej żądzy krwi.

Podobnie jak Wick, jego ekstremalna akcja rozgrywa się za pośrednictwem pierwszego reżysera, który zasłynął jako koordynator wyczynów kaskaderskich na dużą skalę: tutaj, weteran Marvel Sam Hargrave (Avengers, Deadpool, Thor: Ragnorak). Nadaje filmowi tępego, chwytającego za kości urok, choć to w dużej mierze do Chrisa Hemswortha należy humanizacja jego lakonicznego bohatera, australijskiego komandosa o nieprawdopodobnie nazwisku Tyler Rake.

Rake, co nie jest zaskoczeniem, jest człowiekiem czynu, a nie słów: Kiedy jakiś cienisty międzynarodowy syndykat wzywa go do uratowania syna indyjskiego lorda narkotykowego przed rywalem w Dhace, szczerze się zgadza, za opłatą. Co więc, jeśli oznacza to płonięcie szlakiem przez miasto, który pozostawia ciała spiętrzone jak wiele wyrzuconych pałeczek pixie w bangladeskim pyle? Ekstrakcja to brudna robota, stary.

Przynajmniej chłopiec – nieśmiały, łagodny dzieciak o imieniu Ovi (Rudhraksh Jaiswal) – nie wydaje się być niczym innym, jak jego uwięzionym ojcem, czy czerwonym consigliere przydzielonym do ochrony, Saju (gwiazda Bollywood Randeep Hooda). Jest także jedynym, który nawet zdalnie rozłożony na etapy przez ciągłą, spektakularną przemoc rozwijającą się na ekranie: seria brutalnie skutecznych zabójstw, które nie do końca rywalizują z grami lustrzanymi Johna Wicka czy książką o zabójstwach w bibliotece dla kreatywności, ale prawie nadrabiają to w przypadkowej brutalności.

W związku z tym Ovi spędza większość czasu na filmie próbując złapać oddech – co czyni go idealnym prokurentem dla widzów, których własny apetyt na zniszczenie będzie prawdopodobnie najlepszym wskaźnikiem tego, jak bardzo spodoba im się to, co się tu dzieje. Nie chodzi o to, że w filmie brakuje podpowiedzi czy drugorzędnych postaci: Dziwne rzeczy” David Harbour pojawia się jako kolega najemnik i ewentualny wolny wróg, a „Amir Asif” Priyanshu Painyuli tworzy odpowiednio tłustego kingpina, partię playboya, partię barbarzyńcy; Golshifteh Farahani (Paterson) przynosi najświeższe momenty kobiecej energii jako poziomowany przewodnik Tylera.

To nieśmiała przyjaźń między Tylerem a Ovi, oczywiście, która oddziela to wszystko od tego, co w przeciwnym razie często może czuć się jak wyjątkowo kinowa runda Call of Duty. W większości przypadków Hargrave radzi sobie z tą historią z godną podziwu powściągliwością – spóźnialskim sentymentalizmem w czasie teraźniejszym, choć nie może się powstrzymać przed wstawieniem kilku błyskotliwych retrospekcji do tragicznej przeszłości Tylera. I traci też okazję, by pozwolić Hemsworthowi nagiąć swoje sprawdzone komediowe bona fides; jeden dobrze znany żart Goonies na bok, aktor prawie nie ma szans.

Zamiast tego, „Extraction” w większości dostarcza to, co obiecuje jego zwiastun: międzynarodową scenerię; podstępnych złoczyńców; cichego, pnia drzewa Aussie. I komfort wiedząc, że dzieci – a przynajmniej te, po które przyszedł – są prawdopodobnie w porządku. B

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *