10 najlepszych piosenek na Eurowizji 2019

Maj to dla mnie nie tylko filmowa majówka w Krakowie, ale również wielkie emocje związane z Eurowizją. Konkurs ten kojarzący się wielu osobom głównie ze scenicznym kiczem i polityką, w ostatnich latach przeszedł niemałą muzyczną transformację. Choć wciąż nie brakuje piosenek „eurowizyjnych”, coraz częściej otrzymujemy świetnie wyprodukowane utwory, nowoczesne i modne. Kto zachwycił mnie w tym roku? Przed Wami dziesięć najlepszych piosenek Eurowizji 2019.

Zanim jednak przejdziemy do mojej topowej dziesiątki, powiedzmy coś o polskich reprezentantkach. Pamiętam moje rozczarowanie w momencie, gdy Telewizja Polska ogłosiła, że w Tel Awiwie reprezentować będzie nas zespół Tulia, nagrodzony Fryderykiem dla najlepszego debiutu. Nie hejtowałem, broń Boże, ale też nie kryłem swojej niewiary. Z finalną oceną czekałem do dnia, w którym została ogłoszona piosenka. Wybrano zdecydowanie najlepsze na płycie Tulii Pali się, dopisano do niego część angielską, a tytuł wzbogacono o Fire of Love. Jeszcze zanim piosenka stała się polskim reprezentantem, bardzo lubiłem ten utwór za warstwę muzyczną. Można powiedzieć, że to coś w rodzaju trochę mroczniejszego pop-rocka połączonego z polskim folklorem. Wciąż trochę nie wierzyłem. Albo inaczej – trochę nie widziałem dla tej piosenki miejsca na Eurowizji. Pierwsze Eurowizyjne pre‑party powoli zmieniały mój stosunek do utworu, a w mojej głowie coraz głośniej wybrzmiewał jego chwytliwy refren. Po pierwszej próbie byłem zaintrygowany, druga próba – nagrana już jako przedsmak telewizyjnego show – pokazała, że Polska w tym roku bardzo zasługuje na finał. Dziewczyny brzmią perfekcyjnie. Ich twarze w tle, których bardzo obawiałem się po pierwszej próbie, świetnie pracują na atmosferę całego występu. Każda z nich prezentuje się rewelacyjne, a praca kamery dodaje całemu występowi bardzo dużo potrzebnej dynamiki. I kiedy oglądałem po raz szósty z rzędu teaser polskiego występu z drugiej próby (naprawdę!), palił się we mnie miłosny ogień. Nie wiem, czy Europa pokocha Tulię, ale ja – jako bez wątpienia wielki fan Eurowizji – będę z polskiego występu dumny.

A tak naprawdę to uważam, że będziemy w finale.
#tulimy


10. Srbuk – Walking Out
ARMENIA

Srbuk, reprezentująca na tegorocznej Eurowizji Armenię, otworzy drugi półfinał i nie da się ukryć, że będzie to otwarcie bardzo mocne. Miejmy nadzieję, że pierwsza pozycja startowa nie zatrzyma jej przed awansem do finału, w którym według bukmacherów znaleźć się powinna. Ale Eurowizja – jak dobrze o tym wiemy – lubi zaskakiwać. Walking Out lubię przede wszystkim za zwrotki, budujące w piosence nieco ciemniejszy klimat. Na scenie będzie dużo ognia nie tylko wizualnego, ale również wokalnego. Srbuk to w końcu rewelacyjna wokalistka.


9. Ester Peony – On A Sunday
RUMUNIA

Rumunia w tym roku znajduje się pod koniec eurowizyjnej stawki, a bukmacherzy typują ją w odległej czwartej dziesiątce, oczywiście bez awansu do finału. Szczerze wierzę, że tym razem typujący będą się mylili, a Ester Peony oraz On A Sunday będziemy mogli usłyszeć również w finałową sobotę. Cała nadzieja w piosence i wokalu wykonawczyni, bo staging nie robi na mnie szczególnego wrażenia. Podobnie zresztą jak teledysk, którego radzę sobie oszczędzić podczas słuchania rumuńskiej propozycji. Serio serio.


8. Katerine Duska – Better Love
GRECJA

Awans Grecji do finału tegorocznej Eurowizji jest raczej pewny, a Better Love – najprościej w świecie rzecz ujmując – jest świeżą (jak na eurowizyjne standardy, choć nie tylko) popową balladą, której po konkursie życzyłbym sobie w polskich rozgłośniach radiowych. Katerine Duska ma w dodatku bardzo ciekawą barwę, która momentami przywodzi mi na myśl belgijską Blanche sprzed dwóch lat. Myślę też czasem o Leonie Lewis z czasów Bleeding Love, ale to chyba nie te rejestry wokalne. Grecja to w tym roku fajny feeling, wyróżniający się i zapadający w pamięci różowy staging oraz – w skutkach – realna szansa na pierwszą dziesiątkę.


7. Hatari – Hatrið mun sigra
ISLANDIA

Tegoroczna Eurowizja zgromadziła kilka muzycznych „dziwadeł” (zero pejoratywności), które wyłamują się ramom tego, co moglibyśmy przypisać do Eurowizji. Takim „dziwadłem” jest tegoroczna propozycja Islandii, czyli Hatrið mun sigra (po polsku „Nienawiść zwycięży”) od duetu Hatari. Ciężka gatunkowo do zaszufladkowania, łączy w sobie syntezatory oraz industrial punk‑rock z przekazem o końcu kapitalizmu (słaby jestem w te gatunki). Wizualnie podana jest zaś w stylistyce BDSM, w której królują czarne skóry. Kochasz, albo nienawidzisz. Mnie pewne momenty niezwykle hipnotyzują.


6. Michela – Chameleon
MALTA

Po przekombinowanym stagingu, który najprawdopodobniej w ubiegłym roku zabrał Christabelle i jej naprawdę dobremu Taboo awans do finału, w Tel Awiwie Maltę reprezentować będzie ostatnia zwyciężczyni tamtejszego X-Factora Michela Pace z niezwykle chwytliwym Chameleon. Malta ponownie dostarcza jakości, tym razem stawiając na dużo lżejszy, bardziej taneczny utwór, który zostanie uzupełniony przez teledyskowy staging. Na oficjalnym kanale Eurowizji ma na swoim koncie już prawie 8 milionów wyświetleń (a więc około szesnaście razy więcej niż liczba ludności Malty). To będzie bezsprzecznie tegoroczna czołówka.


5. Duncan Laurence – Arcade
HOLANDIA

Duncan Laurence z Holandii oraz jego debiutanckie Arcade typowani są przez bukmacherów do zwycięstwa w tegorocznym konkursie Eurowizji. To emocjonalnie mocna ballada z pięknym tekstem, rewelacyjnie zaśpiewana, napisana pod wpływem wielkiej straty, opowiadająca tak naprawdę o nadziei. Propozycja, która wciąż gdzieś we mnie rośnie i dojrzewa. Nie będę zdziwiony jeżeli Duncan Laurence wygra, bo ciężko nie ulec tym emocjom.


4. Zala Kralj & Gasper Santl – Sebi
SŁOWENIA

Śmieję się, że Zala Kralj & Gasper Santl to taka słoweńska odpowiedź na polskie The Dumplings, ale tak naprawdę jedyne co łączy reprezentantów Słowenii z Justyną Święs i Kubą Karasiem to to, że podobnie jak polski duet wniósł mnóstwo świeżości na polską scenę muzyczną, tak samo Kralj i Santl wprowadzają świeżość, młodość i nutę alternatywnej elektroniki na scenę eurowizyjną. Czy Europa się w nich zakocha? Nie wiem. Pojawiają się głosy, że Sebi jest nudne i niewyraziste. Dla mnie to niezwykle kameralne i urzekające atmosferą muzyczne doświadczenie, rozgrywające się na scenie pomiędzy dwójką zakochanych. I jeszcze ta galaktyka, która pojawi się na scenie! Ależ zaskakujący zwrot po wybuchowym Hvala Ne!


3. Chingiz – Truth
AZERBEJDŻAN

Chingiz to chyba mój największy eurowizyjny grower. Po pierwszych próbach jeszcze nie do końca wiem, co tam się dzieje za nim na scenie, ale od dobrych kilku dni nie jestem w stanie wyrzucić tego refrenu ze swojej głowy. Tak powinna brzmieć w dużej mierze współczesna Eurowizja – nowocześnie, z pazurem, wyraziście. Słyszę tutaj wysokie miejsce dla Azerbejdżanu i życzyłbym sobie, żeby Chingiz ze swoim Truth znaleźli się w pierwszej piątce, choć – wiadomo – konkurencja nie śpi. Nie wiem jeszcze, co powiedzieć na ten staging, ale wierzę, że będzie dobrze. Z taką piosenką? Musi być!


2. Tamta – Replay
CYPR

Jeżeli miałbym wskazać najczęściej słuchaną przeze mnie propozycję z tegorocznej Eurowizji, byłaby to gruzińsko‑grecka wokalistka Tamta oraz piosenka Replay, reprezentująca Cypr. Mówi się, że to ubiegłoroczne ogniste Fuego on Replay (Eleni Foureira była moją ubiegłoroczną faworytką, która ostatecznie uległa Nettcie). Jeżeli jednak mielibyśmy otrzymywać takie powtórki, to ja poproszę o jeszcze jedną powtórkę od Cypru w przyszłym roku. To może być największy eurowizyjny hit, nawet pomimo tego, że wokalnie Tamta na próbach była rozczarowująca (podobno „technical issues”). Lubię ten utwór za energię, pazur, sexy vibe i klasę, którą producenci zamknęli w tanecznym bangerze. Chyba największym na tegorocznej Eurowizji.


1. Mahmood – Soldi
WŁOCHY

Powiedzieć, że to była miłość od pierwszego usłyszenia, to jakby nie powiedzieć nic. Lubię takie tajemnicze postaci. Niejednoznaczne. Na swój sposób wyjątkowe. Bardzo charyzmatyczne. Będące indywidualnością, obok której bardzo ciężko jest przejść obojętnie. Takie wrażenie sprawia Mahmood – tajemniczy i cholernie pewny siebie na scenie. Jego Soldi jest piosenką autobiograficzną, poruszającą kwestię ojca, który opuścił rodzinę artysty, gdy ten był jeszcze dzieckiem. W refrenie powraca również motyw pieniądza, będący głównym priorytetem nieobecnego. W jednej z rozmów Mahmood przyznał, że tekst przywołał w nim wiele wspomnień, stąd też tyle gniewu w tym utworze. Soldi dotarło na szczyt włoskiej listy przebojów, pokryło się podwójną platyną, a na oficjalnym kanale artysty ma już prawie 80 milionów wyświetleń. Choć obawiam się, że Mahmood nie wygra, takie piosenki rzadko zdarzają się na Eurowizji, o ile w ogóle się zdarzają.

Kto jest Waszym faworytem?

 




Podyskutuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *