„Special” sezon 1 | Utykając przez życie

Czasami człowiek potrzebuje filmu/serialu, który wywoła uśmiech na jego twarzy. Special – wiosenny serialowy promyczek od Netflixa – wywołuje go wyjątkowo dużo. Niby tylko osiem odcinków, spośród których każdy trwa około piętnastu minut, a jednocześnie tak wiele. Mnóstwo pozytywnej energii, sporo szczerości i przeuroczy Ryan O’Connell w tytułowej roli. Moi drodzy, czego chcieć więcej?

Młody homoseksualista z porażeniem mózgowym stawia wszystko na jedną kartę, by wreszcie móc żyć tak, jak zawsze chciał. Po wypadku samochodowym Ryan rozpoczyna wyczekany staż i odkrywa, że może przyjąć nową tożsamość. (opis Netflixa)

Special to obrazek błyskawicznego zdobywania nowych doświadczeń – długo wyczekiwanego wyprowadzenia się od kochającej i nadopiekuńczej matki, wyjścia z miłosnymi fascynacjami poza Grindra, znalezienia pierwszej pracy oraz otwarcia się na samego siebie. Szczególnie istotna w kontekście tego serialu wydaje się kwestia ostatnia. Special jest bowiem przyspieszoną lekcją samoakceptacji, zarówno dla głównego bohatera, jak i dla każdego z nas. Nie chodzi w niej wcale o niepełnosprawnego homoseksualistę, ale przede wszystkim człowieka, który lęka się postronnej oceny, a swoją fizyczną odmienność stara się jakkolwiek umotywować. Choć na pierwszy rzut oka lekcja ta nie różni się niczym od pozostałych, wcześniej serwowanych w kinie, jej wyjątkowość tkwi w emocjonalnej szczerości. Ryana nieprzypadkowo gra zresztą twórca serialu Ryan O’Connell, młody gej z porażeniem mózgowym, który w wieku 20 lat został potrącony przez samochód i przez kilka lat utrzymywał swoich znajomych w przekonaniu, że jego utykanie jest efektem wypadku. Częściowo autobiograficzna historia ma w sobie przeuroczą życiową nieudolność każdego z nas, niemal wyrwaną z naszych codzienności. Nieudolność na pierwszych randkach, przy wszelakich pierwszych razach, w kontaktach z nowymi osobami (nie mówiąc już o tych „fajnych osobach”) oraz pewną naiwność towarzyszącą wkraczaniu w dorosłość. Każdy, kto nie czuje się człowiekiem z gratisami, w Special odnajdzie się jak nigdzie indziej.

W serialu Ryana O’Connella wyjątkowy jest przede wszystkim sam Ryan, który niejednokrotnie się potyka, przewraca (dosłownie!) i uderza w najbardziej niestosownym momencie, wysyłając przy tym mnóstwo pozytywnej energii, której nie sposób od niego czerpać. Twórcy nie zamykają jednak bohatera w kolorowym świecie. Nie uciekają od tematu niepełnosprawności, i choć okraszają ją w pewnym stopniu humorem, nie unikają rozchwiania Ryana, jego nierozumienia własnych uczuć, pewnej porywczości oraz przede wszystkim strachu, wynikającego z zatopienia się w niekoniecznie wysokiej samoocenie. Gdzieś między kolejnymi żartami czy scenami emanującymi urokiem, pojawia się wstyd bohatera, zakłopotanie czy niechęć do wszelkiej pomocy. Special pod tym względem jest serialem naprawdę ważnym. W komediowym tonie przemyca do mainstreamu bohatera gejowskiego, wyłamującego się powstałym schematom, i traktuje również o jego nieco innych problemach. Ryan nie czuje się „inny” jako gej. To już nie jest żadna bariera.

Gdybym jednak miał stwierdzić, co w Special jest najlepsze, to wskazałbym przede wszystkim uśmiechogenny charakter serialu. Niekoniecznie bolący od śmiechu brzuch, a najszczerszy uśmiech, którego ciężko pozbyć się z twarzy. Nawet wtedy, gdy w serialu pojawiają się nieco dramatyczniejsze tony, zwiastujące zresztą kolejny sezon serialu, do którego – miejmy nadzieję – dojdzie. Bo choć Special finalnie nie uczy niczego nowego, to skutecznie przemyca treści, o których wszyscy powinniśmy na co dzień pamiętać, a które raczej nam umykają. W końcu nie wolno się bać i wstydzić samych siebie. Należy akceptować rzeczy, na które nie mamy wpływu. Trzeba korzystać z życia i nie zamykać się na wszystko przez zaniżoną samoocenę. Bo każdy z nas jest na swój sposób „special”.




Podyskutuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *