„Santa Clarita Diet” sezon 3 | Bóg zesłał zombie

Po dwóch sezonach, które wsunąłem szybciej niż serialowa Sheila wsuwa swoje ofiary, Santa Clarita Diet od Netflixa wyrosło na jedno z moich ulubionych guilty pleasure. Choć na co dzień raczej stronię od tego typu humoru – dlaczego? „bo tak” – z rodziną Hammondów właściwie zaprzyjaźniłem się od samego początku. Sezon numer trzy jedynie tę przyjaźń zacementował.

Sheila szuka sensu życia. Joel bada tajne stowarzyszenie. Abby nie wie, co czuje do Erica. Życie i nieśmiertelność mogą być naprawdę stresujące. (opis sezonu Netflixa)

Gdyby jakiś czas temu ktoś powiedział mi, że będę się cieszył z kolejnego sezonu serialu o nieumarłej, a właściwie zombie zjadającym tylko złych ludzi, wyśmiałbym go, usiadł sobie grzecznie w kąciku i obejrzał kolejne dzieło, które dostarczy mi filmowych doświadczeń. Ewentualnie odpaliłbym Przyjaciół i po raz szósty przeżywał rozterki mojego ulubionego serialowego teamu. Odmóżdżenie – choć w kontekście zombie/nieumarłych może to zabrzmieć nieco niepoprawnie, to słowo klucz tego serialu. Wynika niby bezpośrednio z prostego humoru, lekkich ckliwości i absurdu całej sytuacji, w której znalazła się rodzina głównych bohaterów, a jednocześnie nie wpływa drastycznie na jakość całokształtu. Santa Clarita Diet to serial spod znaku tego lepszego odmóżdżenia, dostarczającego rozrywki z wyższej półki, która nie wywołuje ciarek wstydu i uśmiechu politowania. W zamian dostajemy sporo humoru i zabawy, które towarzyszą zabijaniu. Nie sposób też nie polubić serialowych bohaterów z Sheilą i Joelem na czele, którzy – już w szczególnie w trzecim sezonie – tworzą jeden z moich ulubionych duetów. Zresztą, miło położyć się po męczącym tygodniu w łóżku, przykryć się kocem, i powiedzieć: inni mają gorzej, muszą mordować ludzi, zjadać ich, a później zacierać ślady, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Ups.

Sezon trzeci serialu cierpi na podobne problemy, na których delikatnie traciły sezony poprzednie. Wciąż bywa nierówno, a jeszcze niekiedy – pomimo poznania serialowego standardu podczas wcześniejszych sezonów – z szybkiej akcji wyrzucają nas uroczo‑kiczowate ckliwości. Każdy kto dotychczas polubił się z Santa Clarita Diet dobrze zdaje sobie sprawę z jego niedoskonałości i przy chłodnym spojrzeniu zwróci na nie uwagę. Zaś podczas oglądania i trwania w przygodzie nieumarłej Sheili oraz jej bohaterskiej rodziny, przymknie na nie oko i będzie czerpał z serialu same przyjemności. Szczególnie, że w sezonie trzecim historia rozwija się dużo dynamiczniej, a kolejne wątki, nawet te najmniejsze, znacznie rozszerzają spektrum całości. Pojawia się FBI, na trop Hammondów natrafiają Rycerze Serbii, a Sheila już nie jest tylko dobrym nieumarłym czy boskim wysłannikiem, mordującym złych nazistów, ale kimś w rodzaju decydenta o ludzkim losie – nie tylko w kwestii zakończenia czyjegoś życia. Joela w sezonie trzecim lubi się jeszcze bardziej (Timothy Olyphant i Drew Barrymore, co za aktorski duet!), Abby wyrasta na twardą, nieustraszoną babkę, a Eric wciąż jest tym samym uroczym kujonem, bawiącym atakami paniki. I jest jeszcze Pan Nóżka – jedyne słodkie pająkopodobne stworzenie ever.

Trzeci sezon, choć naprawdę dobry i zabawny, wydaje się jedynie przedsmakiem tego, co otrzymamy w sezonie czwartym, w którym twórcy wejdą jeszcze głębiej w historię Hammondów. Miejmy tylko nadzieję, że Joel nie straci swojego charakteru, którym niekiedy ratuje serial z opresji, a Abby i Eric będą wciąż tymi samymi nastoletnimi przeciwieństwami. Jedyne czego możemy być pewni to to, że nie zmieni się Sheila, którą spośród czwórki głównych bohaterów lubię najbardziej. Ciągle zastanawiam się zresztą, jak to się stało, że komediowy występ Drew Barrymore został pominięty w obu sezonach nagrodowych, skoro jej postać ma charakter, pazur i wzbudza wielką sympatię, nawet pomimo tego, że rzuca się z zębami na ludzi! Miejmy też nadzieję, że twórcy nie przekroczą cienkiej granicy pomiędzy dobrym odmóżdżeniem a tym niesmacznym, bo w przypadku takiej problematyki, bardzo o to nietrudno. Jak na razie jest krwiście, lekko i z dużą dawką czarnego humoru, na podobnym poziomie do sezonów wcześniejszych. Lubię to.




Podyskutuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *