„Sucker Punch” Sigrid | Koleżanka z Norwegii

Po dwóch świetnych EP-kach, które przyniosły Sigrid międzynarodowy rozgłos, Norweżka prezentuje swój debiutancki album. Ci, którzy obdarzyli artystkę sympatią za poprzednie dokonania, nie będą rozczarowani. Sucker Punch to album pełen dziewczęcości i uroku, którego mogliśmy się po Sigrid spodziewać, i którego od Sigrid bardzo oczekiwaliśmy.

Od Don’t Kill My Vibe, pierwszego singla nagranego w ramach kontraktu z Island Records, w karierze Norweżki wydarzyło się bardzo wiele. Otrzymała prestiżowy tytuł BBC Sound of 2018, trafiając na listę laureatów, do której w poprzednich latach dołączyli Sam Smith, Adele czy Jessie J. Grała na międzynarodowych festiwalach muzycznych, odwiedzając również gdyński Open’er. Wykonała świetny cover Everybody Knows do filmu Liga sprawiedliwości, a jej single – ze Strangers na czele – gościły na europejskich listach przebojów, docierając do czołowych miejsc, również w Wielkiej Brytanii. Mając na swoim koncie dwie EP-ki, na swoim debiutanckim albumie Sigrid mogła się odciąć od dotychczasowych dokonań. Na szczęście tego nie robi. Mimo że Sucker Punch promowane jest przez dwa świeże utwory, nie zabrakło na nim zarówno kluczowego dla jej kariery Don’t Kill My Vibe, jak i największego przeboju Strangers. Szczerze byłbym obrażony, gdyby zabrakło tutaj tego pierwszego. W końcu to piosenka, którą Sigrid dała o sobie znać światu, prezentując lekkość, swojskość oraz prostotę, w której tkwi jej największa wizerunkowa siła. Bardzo lubię ten singiel za energię i wokal, który jeszcze lepiej wybrzmiewa w akustycznej wersji utworu.

Oprócz Don’t Kill My Vibe oraz Strangers, przed premierą poznaliśmy cztery inne utwory. Promujące album tytułowe Sucker Punch zachwyca przede wszystkim warstwą wizualną teledysku, stanowiąc jednocześnie mocne otwarcie debiutu. Proste Don’t Feel Like Crying, na początku którego wciąż słyszę ukochane Viva La Vida Coldplay, porywa przede wszystkim dobrym tekstem („I dry my eyes ’cause I don’t feel like crying”) oraz tanecznym refrenem. Pod tym drugim względem jeszcze ciekawsze jest Sight Of You, w którym smyczki idealnie współpracują z powoli wprowadzanym beatem. Zaś Dynamite, które poznaliśmy już na pierwszej EP-ce Sigrid, jest kameralnym, genialnie zaśpiewanym zamknięciem całości. A poza tym? Świetne electropopowe Mine Right Now, które koniecznie powinno stać się kolejnym singlem, to jedna z „najfajniejszych” piosenek, które Sigrid miała przyjemność dotychczas zaśpiewać. Pełna pozytywnej energii (refrenowe „Hey, it’s alright if we don’t end up together / ‘Cause you’re mine right now”) i magnetyzmu, który sprawia, że chciałoby się krzyknąć „hey!” wraz z samą Sigrid. Basic dotrzymuje kroku poprzednikowi, zapadając w pamięci przede wszystkim dzięki akustycznej live wstawce, pięknie oderwanej od studyjnego nagrania. In Vain to szczególna pozycja dla miłośników wokalu Sigrid w akustycznych wersjach jej utworów, nawet pomimo mocnego elektronicznego zwieńczenia. Zaś tuż przed ostatnim utworem otrzymujemy najciekawsze brzmieniowo, niejednoznaczne Business Dinners, oraz najmniej ciekawe, nieco bezpieczne Never Mine, ale nawet w takim electropopie Sigrid jest w stanie się obronić. Charakterem i urokiem, ot co.

Pół żartem, pół serio, zastanawiam się nad samym tytułem płyty. Sucker Punch sugeruje cios zadany bez ostrzeżenia, gdy tak naprawdę Sigrid zdążyła nas już ostrzec przed tym, że prezentuje solidny pop, któremu zdarza się wyłamywać ramom mainstreamu. Patrząc z drugiej strony, nie ma też chyba na tym albumie żadnego elementu zaskoczenia. Sigrid muzycznie dostarcza nam to, czego dotychczas pragnęliśmy jako jej słuchacze. Bezsprzecznie jest modnie, a cała płyta utrzymana jest w stylu, który rodził się przy okazji wcześniejszych krótkich wydawnictw artystki. Trudno jednak zarzucać płycie „brak zaskoczenia” – Sucker Punch spełnia wszystkie najważniejsze kryteria, które stawiam przed debiutanckim albumem. Życzę sobie spójności, której akurat albumowi Sigrid nie można odmówić, oraz nuty indywidualności czy charakterystyczności, które przykuwałby uwagę do samego debiutanta. Chciałbym słuchać takiego popu zdecydowanie jak najczęściej – niewyzywającego i wyrazistego, lekkiego i ambitnego, dojrzałego i dziewczęcego jednocześnie. To też bardzo udane podsumowanie dotychczasowej drogi samej artystki – pięknej Norweżki o potężnym i intrygującym głosie, która zamiast statusu międzynarodowej gwiazdy, woli być naszą najlepszą śpiewającą koleżanką. Fajnie jest mieć taką Sigrid.




Podyskutuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *