„Girl” | Czy komuś przeszkadza Lara?

Lukas Dhont debiutanckim Girl zaskarbił sobie uwagę krytyki, a „europejski Oscar” za odkrycie roku oraz wyróżnienia w canneńskiej sekcji Un Certain Regard zdają się to tylko potwierdzać. Młody reżyser łączy kontrowersję z subtelnością. Uwiera widza jedynie pojedynczymi scenami. Obrazuje hipokryzję poprawnego świata i podaje w wątpliwość tolerancję. Czy to najlepszy film roku?

Lara marzy o staniu się kobietą i karierze tanecznej. Przed nią wyjątkowy, lecz niełatwy czas wchodzenia w dorosłość, doświadczania nowych pragnień, tworzenia tożsamości.  Girl to dojrzałe, poruszające kino o wyczerpującej walce o siebie w pozornie akceptującym świecie, ale również pełna emocji historia o podążaniu za marzeniami. (opis dystrybutora)

Długo przed polską premierą Girl pojawiły się liczne oskarżenia kierowane w stronę filmu Dhonta odnośnie obnażania cielesności osób nieletnich oraz skupienia dużej uwagi na fizyczności bohaterki. Aktywiści LGBTQ zarzucali mu nieobsadzenie w głównej roli osoby trans. Z jeszcze innej strony padały określenia „sadistic”, „trauma porn”, a Oliver Whitney w zakończeniu swojego eseju dla Hollywood Reporter określił Girl jako najniebezpieczniejszy film o postaci trans od lat. Natomiast jedyną rzeczą, którą Dhont w swoim debiucie obnaża, jest smutny paradoks tolerancji. Jej pozorność/fałszywość demaskuje subtelnościami, wżerającymi się w nas podczas seansu, wybrzmiewającymi najmocniej tuż po nim. Reżyser stawia przed nami pytanie, czym tak naprawdę jest tolerancja? Tolerujemy, bo? To modne? To poprawne? Czy po prostu jesteśmy tolerancyjni i unikamy podziału na „naszego” i „innego”? Z jednej strony, otrzymujemy zachodni, nowoczesny świat, w którym Lara w pełni akceptowana jest przez członków rodziny, którzy otaczają ją najszczerszą miłością. Fascynujące jest w tym obrazie zaangażowanie ojca dziewczynki, którego wsparcie łamie stereotyp rodzica nieakceptującego, konfrontującego się z problematyczną „innością” dziecka. Zastanawia przy tym brak matki, o której nie wiemy właściwie niczego. Stchórzyła? Z drugiej strony zaś, ten sam tolerancyjny świat wciąż akcentuje podział oraz wyjście Lary poza granicę normy. Najbardziej niekomfortowa cisza zapada w momencie, gdy z ust nauczyciela padają słowa „czy komuś przeszkadza, że Lara…”. Niby nikt z rówieśników się nie zgłasza, ale czuć wiszące w powietrzu upokorzenie i mocne usytuowanie bohaterki w pozycji „innego”; kogoś wyłamującego się płci. Nikt nie zgłasza się również na sali kinowej, ale wyczuwa się niedowierzanie, zszokowanie, napięcie, i tylko wyczekuje się, aż ktoś faktycznie tę rękę podniesie. Przeciw „inności”.

Paradoksalnie z Girl mogłyby się poniekąd ucieszyć środowiska prawicowe. Dhont – chcąc, nie chcąc – sprowadza tolerancję do poglądowej mody. Gdyby ostatecznie nie poszedł w swoich rozważaniach trochę dalej, Girl mogłoby się stać przez przypadek ważnym filmowym argumentem przeciw. Reżyser jednak nie wartościuje negatywnie tolerancji samej w sobie. Podkreśla natomiast jej współczesną niewystarczalność. W filmie postrzega się ją bardziej jako pierwszy, bardzo ważny krok do akceptacji, ostatecznie nie rozwiązujący do końca problemu bycia „innym”. Po Girl pojawia się bardzo martwiący wniosek: świata nie naprawi samo nawoływanie do tolerancji. Potrzeba jeszcze (a może przede wszystkim?) ludzkiej wrażliwości, otwarcia i empatii. Tolerancja zaś staje się niewypełnionym słowem. Współcześnie bardzo ważnym, głośno wymawianym, ale jednocześnie dla wielu osób wciąż niewiele znaczącym. Na zasadzie „toleruję, ale…”.

Bardzo wartościowa dla Girl jest nastoletnia perspektywa głównej bohaterki, która tkwi w najbardziej burzliwym okresie swojego życia, jednocześnie konfrontując się z płciową nieprzynależnością. W końcu Lara kulturowo spełnia pewne standardy kobiecości, fizycznie zaś wciąż jest dziewczyną uwięzioną w chłopięcym ciele. Zaskakująca jest w tym kontekście dojrzałość głównej bohaterki oraz jej determinacja w dążeniu do postawionych sobie celów. Jednak finalnie Dhont nie robi z piętnastolatki twardo stąpającego po ziemi dorosłego. Kiedy realizacja marzeń zaczyna się oddalać, a konflikt wewnętrzny zdaje się narastać, piętnastoletnia Lara – do tej pory rozsądna i pewna swoich decyzji – staje się impulsywnym dzieckiem, gwałtownie reagującym na zakaz. Ta reakcja jest też chyba wystarczająco dobitną odpowiedzią na pytanie, jak bardzo nieszczęśliwe (o ile to określenie w ogóle jest w stanie oddać to uczucie) jest życie w obcym ciele. Nieprzynależność w Girl to również poszukiwanie własnej tożsamości, a więc ciągłe odkrywanie seksualności, badanie osobistych granic oraz eksplorowanie swojego nowego‑starego życia. Kulturowo jako dziewczyna, Lara przeżywa pierwsze miłosne fascynacje oraz poznaje cielesność drugiego człowieka. Fizycznie jako chłopiec, działa w strachu i w ciągłym ograniczeniu.

Gdybym miał w jakiś sposób umiejscowić debiut Dhonta pośród innych filmowych debiutów z ostatnich lat, powiedziałbym, że Girl wstrząsnęło mną mocniej niż rewelacyjne Zabiłem moją matkę. Od dwóch miesięcy nie mogę się od tego filmu uwolnić…

Girl jednocześnie porusza portretem Lary i niepokoi obrazem nietolerancji tolerancyjnego świata. To efekt unikania półśrodków, szczególnie w zakończeniu, a Lukas Dhont choć odpowiednio delikatny w obrazowaniu rozterek bohaterki, paradoksalnie jest wystarczająco wyrazisty, by problemy nie tylko jej, ale przede wszystkim problemy społeczne dosadnie wybrzmiały. Bez zbędnych ceregieli, Girl jest jednym z najlepszych filmów tego roku, a być może i najlepszym. Bardzo ważnym i przede wszystkim bardzo potrzebnym, szczególnie teraz w Polsce. Uwielbiam takie debiuty – świeże, nieco chłodne i odważnie stające naprzeciw mnie. Co więcej, uwielbiam takie filmy – mocno zapisujące się w moim życiu, zmieniające perspektywę, nieustannie snujące się za mną. Mimo że jest dopiero debiutantem, uwielbiam Lukasa Dhonta. Uwielbiam Girl.




Podyskutuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *