„Faworyta” | Królowa jest tylko jedna?

Najpierw najważniejszy głos greckiej nowej fali, później autor głośnych europejskich koprodukcji dostrzeganych na prestiżowych festiwalach filmowych, teraz twórca filmu, który na swoim koncie ma aż dziesięć nominacji do Oscarów. Droga niby długa, ale właściwie wymagała od Yorgosa Lanthimosa zaledwie pięciu solidnych filmów, by ten potrząsnął zastałym Hollywoodem.

Początek XVIII wieku. Anglia jest w stanie wojny z Francuzami, ale uwagę dworu pochłaniają wyścigi kaczek i pojawienie się na rynku ananasów. Na tronie zasiada schorowana królowa Anna (Olivia Colman), a krajem zamiast niej rządzi jej bliska przyjaciółka, lady Sarah (nagrodzona Oscarem Rachel Weisz). Z podziwu godnym oddaniem dogląda ona przy tym rozkapryszonej i porywczej królowej. Na dwór przybywa nowa służąca Abigail (nagrodzona Oscarem Emma Stone), która swym urokiem oczarowuje Sarah. Sarah bierze Abigail pod swoje skrzydła, a Abigail dostrzega w tym szansę na powrót do swych arystokratycznych korzeni. Ponieważ sprawy polityczne i prowadzenie wojny coraz bardziej pochłaniają Sarah, Abigail stopniowo zajmuje jej miejsce u boku królowej Anny. Rozkwitająca przyjaźń z królową daje Abigail szansę na spełnienie swoich ambicji. Dziewczyna dochodzi więc do wniosku, że nie pozwoli, aby ktokolwiek lub cokolwiek – czy byłaby to kobieta, mężczyzna, polityka czy królik – stanęło jej na drodze. (opis dystrybutora)

Faworyta to dramat kostiumowy, w którym Grek podejmuje się interpretacji historii Królowej Anny, która znalazła się pomiędzy dwiema kobietami – księżną Marlborough oraz Abigail Masham. Nie użyłem bynajmniej słowa „interpretacja” przez przypadek. Zamiast na dramacie historycznym, w charakterystyczny dla siebie sposób, Lanthimos skupia się na relacjach międzyludzkich. Traktuje bohaterki na własnych zasadach. Szczególnie samą Królową, która na ekranie jest nie tylko tym zależnym, zdominowanym, czy nawet pozbawionym głosu podmiotem. Grek symbolicznie zdejmuje jej koronę, zabiera jej podmiotowość, i skupiając uwagę widza na jej słabości i jednoczesnym zaprzeczeniu siły, czyni z niej przedmiot rozgrywki. Dlatego też wyłamuje się tradycyjnie rozumianemu gatunkowi – dramat kostiumowy staje się jedynie punktem wyjścia dla wyrazistej psychologicznej potyczki. Jest piekielnie ładnym obrazkiem, przestylizowanym i bardzo bogatym, w którym czuć jednocześnie artystyczny triumf i wagę fabularnej rozgrywki. Jej zwycięzca otrzyma bowiem pozycję i… władzę.

Gdy na jednym planie otrzymujemy przejmujący portret niedomagajacej Królowej, dotkniętej przez los matki i samotnej kobiety, najważniejsze emocje – szczególnie napięcie – Lanthimos sytuuje pomiędzy księżną Marlborough i Abigail. Obie walczą nie tylko o względy Królowej. Bardziej przypomina to wyścig o tytuł pierwszej nadwornej manipulantki. Odbywa się on w świecie, w którym kobiety nie muszą rywalizować już z mężczyznami, a ich największymi wrogami są ich ziemskie współtowarzyszki. Nie da się w końcu ulec wrażeniu, że świat Faworyty to świat kobiet, w którym to mężczyźni próbują być „kimś”. Kobiety są na szczycie. Pytanie zaś, która z nich stanie na tym najwyższym? Do osiągnięcia celu wykorzystują nie tylko intrygi czy najprostszy urok osobisty – sięgają po cielesność, wykorzystując potrzebę bliskości, żyjącej tak naprawdę w pojedynkę, Królowej. W motywie fizycznej seksualności Lanthimos wybrzmiewa w Faworycie zdecydowanie najciekawiej, sprowadzając chęć osiągnięcia władzy i bezgraniczną rywalizację do najprzyjemniejszego stosunku seksualnego, a samą bliskość do najtajniejszej broni. W efekcie Królowa, posiadającą swoje króliczki, odpowiadające jej zmarłym dzieciom, sama staje się takim królikiem w rękach obu kobiet. Która „pokocha” go bardziej?

Dlaczego nie robimy już wyścigów na najszybszą kaczkę w mieście????

Lanthimos robi dość duży krok w stronę mainstreamu. Po raz pierwszy nie korzysta z własnego scenariusza i nie traci przy tym niepokojącego klimatu, choć – co prawda – nie jest on aż tak intensywny, jak bywało u niego wcześniej. Tym razem kreuje znacznie przystępniejszą filmową atmosferę. To wciąż równie podniosłe doświadczenie, zapierające dech potężnymi dźwiękami, podobnymi do tych z poprzedniego Zabicia świętego jelenia. Jednocześnie jest lżej. Trochę tak, jakby Grek zrobił więcej miejsca dla samego widza i wymagał od niego nieco mniej. Pod względem emocji jest jednak niezawodnie, mimo że emocjonalne apogeum otrzymujemy dużo wcześniej niż moglibyśmy się tego spodziewać. Lanthimos jednak nie pozwala uciec naszym myślom z paradoksalnie ciasnej przestrzeni ogromnego dworu. Nic dziwnego, skoro Faworyta jest nie tylko wizualnie magnetyzująca, ale również aktorsko niepowtarzalna. Olivia Coleman jest nie do poznania, fenomenalnie szarżując w roli skrzywdzonej, doświadczonej, ale i rozkapryszonej głowy kraju. Rachel Weisz zaś przeszywa mroźnym wzrokiem, a Emma Stone fascynuje dziewczęcością połączoną z bezwzględnością. Lanthimos natomiast realizuje dzieło wizualnie totalne, formalnie niewiele gorsze. Faworyta to czołówka filmów, które w tym roku będziemy oglądać w polskich kinach.

 

A Wy co sądzicie o Faworycie?

 

foto: fdb.pl




Podyskutuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *