Piętnaście najlepszych płyt 2018 roku

Na próżno szukać Małomiasteczkowego i Dawida Podsiadło, nowego dzieła Meli Koteluk, święcącego triumfy na całym świecie albumu Cardi B czy płyty‑niespodzianki od The Carters. To właśnie chociażby ich zabraknie w skromnym podsumowaniu najlepszych płyt 2018 roku. Kto jednak zdołał się załapać do mojej najlepszej piętnastki? Czy są jakiekolwiek zaskoczenia? Przed Wami piętnaście najlepszych płyt według bloga oszerokopojetejkulturze.pl!


15. Laurel – Dogviolet

Na debiutancki album Laurel czekałem ponad dwa lata, odkąd usłyszałem świetny singiel Life Worth Living. Tegoroczny Dogviolet jest więc trochę zbiórką chwilę wcześniej zaprezentowanych utworów (płytę otwiera wcześniej wspomniany singiel, dzięki któremu poznałem artystkę) oraz nowości, składające się na gitarową płytę, raz bardziej subtelną, a raz bardziej zadziorną. Zadziorny i intrygujący jest przede wszystkim wokal samej Laurel, który stanowi chyba najmocniejszą stronę jej muzyki. Ulubieniec? Zdecydowanie najlepsze na płycie Adored.


14. Sigrid – Raw EP

Na początku roku otrzymała tytuł BBC Sound of the 2018, by później wydać drugą EP-kę w swojej karierze. Po wielkim sukcesie singli Don’t Kill My Vibe oraz Strangers, Raw EP jest idealnym dopełnieniem, które zwiastuje nadchodzący wielkimi krokami debiutancki album przeuroczej Norweżki. To wciąż lekki, lecz niebanalny pop, ze znakomitym wokalem Sigrid, który jest jednym z najciekawszych głosów na europejskiej scenie muzycznej. Kto wie? Może za rok debiut artystki zawojuje ranking najlepszych płyt? Tego jej życzę. Ba, bardzo bym sobie samemu tego życzył.


13. Skott – Stay Of My Mind EP

Kolejna EP-ka i kolejna od skandynawskiej artystki. Skott poznałem zupełnie przypadkowo przy okazji premiery singla Mermaid i od razu wiedziałem, że mam do czynienia z kimś wyjątkowym. Choć po cichu liczyłem na debiutancki album, w tym roku otrzymaliśmy od Skott Stay Of My Mind EP, na którą złożyło się cztery piosenki. Intryguje mnie jej wokal i kreowany klimat, którego bardzo potrzebuje, kiedy chwilowo odpoczywam od obu płyt Banks. Ulubieniec na EP-ce? Bezsprzecznie In the Mood. Sytuacja podobna do tej u Sigrid. Jeżeli przyszły rok przyniesie debiutancki album Skott, kto wie?


12. Bishop Briggs – Church of Scars

W ubiegłym roku zasłuchiwałem się w Bishop Briggs EP i w rocznym podsumowaniu pisałem, że być może dostaniemy od artystki najciekawszy debiut ostatnich lat. Choć Church of Scars najlepszym debiutem ostatnich lat się nie okazało, jest bardzo dobrym podsumowaniem drogi, którą do tej pory przeszła Bishop Briggs. Obok premierowych utworów, na albumie usłyszeliśmy ponownie perfekcyjne River (za każdym razem to samo wow!), jej pierwsze Wild Horses czy The Fire. Z nowości lubię najbardziej rytmiczne Tempt My Trouble, którego w dorobku Bishop Briggs nigdy bym się nie spodziewał.


11. Black Atlass – Pain & Pleasure

Na Pain & Pleasure jest bez wątpienia bardzo solidnie. To album, którego po Black Atlass moglibyśmy się spodziewać. Nie ma gwałtownych zwrotów czy niepotrzebnych zerwań. Jest za to muzyka i brzmienie, w którym Kanadyjczyk wydaje się czuć najpewniej. Jednocześnie drugi album, będący tym popularnym w branży muzycznej sprawdzianem, nie jest kopią pierwszego i czuć, że Black Atlass ewidentnie poszedł do przodu. Płyta odpowiednia dla wszystkich, którzy lubią w muzyce nutę bólu i erotycznej przyjemności. Black Atlass śpiewa o miłości – duchowej i fizycznej. W obu przypadkach nieszczęśliwej. RECENZJA


10. Albo Inaczej 2

Gdy tegoroczna kompilacja Flirtini zdała się nie spełnić pokładanych w niej oczekiwań, szczególnie po rewelacyjnej „trójce” (oprócz znakomitej Melancholii Ralpha Kamińskiego i Szatta!), w zamian otrzymaliśmy świetną drugą odsłonę projektu Albo Inaczej. Nic od Darii Zawiałow mogłoby spokojnie znaleźć się na jej debiutanckim albumie. Ralph Kamiński ponownie po Morzu czaruje kameralnym klimatem w Chodź ze mną. Igo zaś zachwyca mocnym wokalem w Mówią mi. Są jeszcze chociażby Rosalie., Krzysztof Zalewski, Justyna Święs, Piotr Zioła czy Mrozu. Nie sposób wybrać najlepszego.


9. Ina Wroldsen – Hex EP

Trzecia i ostatnia EP-ka w tym zestawieniu i ponownie ze Skandynawii. Umieszczona przeze mnie najwyżej, ale jednocześnie będąca największą niewiadomą. Z jednej strony, Ina Wroldsen prezentuje Hex EP ze świetnym Remember Me z operowymi, niepokojącymi wstawkami, intrygującym Mine oraz indie popowym Sea. Z drugiej strony, publikuje po niej banalną Favelę, o której istnieniu wciąż próbuję nieudolnie zapomnieć. Czekam na debiutancki album Iny Wroldsen w stylu Hex EP – album mroczny, intrygujący i przebojowy jednocześnie.


8. MØ – Forever Neverland

Na drugi album MØ czekaliśmy cztery lata. Po drodze popełniła mniej lub bardziej udane kompozycje, które po sukcesie Lean On brzmiały nieco jak parcie na sukces, w którym artystka zatraciła pazur z debiutanckiej płyty. Forever Neverland przywodzi na myśl ubiegłoroczne When I Was Young EP, w którym artystka znalazła złoty środek pomiędzy swoimi pierwszymi muzycznymi fascynacjami z debiutu oraz wpisywaniem się w szeroko rozumiany mainstream. MØ potrafi być przebojowa (Sun In Our Eyes), modna (Red Wine) i cholernie tajemnicza (Way Down). Lubię taką MØ.


7. Król – Przewijanie na podglądzie

Przewijanie na podglądzie poznałem kilka dobrych miesięcy po premierze, kiedy myślałem, że żadna tegoroczna płyta mnie już nie zaskoczy. W ten sposób prawie przeoczyłem jedną z najlepszych płyt tego roku, na której ukryte są perfekcyjne teksty, wywołujące skrajne przeżycia, oraz dźwięki tworzące niepowtarzalną całość. Uwielbiam się zamknąć z tą płytą w pokoju i chłonąć ukryte na niej emocje całym sobą – od wielkiego z tobą / DO DOMU po moje ulubione spróbuję / STRAŻNIK. Kto popełnił ten sam błąd, co ja, niechaj szybko go naprawia. Bez zwlekania.


6. Christina Aguilera – Liberation

Kiedy „Kryśka” wydała ostatni album Lotus, miałem wrażenie, że coś się skończyło. Nigdy nie pomyślałbym, że Liberation znajdzie się w czołówce najlepszych. Artystka zdaje się nie silić na sukces komercyjny. Nie tworzy albumu modnego i nie podąża ślepo za trendami. Jest nowocześnie, ale jednocześnie bardzo świadomie. Dlatego też być może Liberation zdaje się bardzo spójne, choć Aguilera eksperymentuje z różnymi brzmieniami. Bardzo lubię potężny wokalnie duet z Demi Lovato, ale wśród najlepszych postawiłbym Like I Do, Maria oraz – o dziwo – Accelerate. Uwielbiam takie powroty!


5. Jessie J – R.O.S.E.

Na R.O.S.E. zderzają się wszystkie dotychczasowe wizerunki artystki, z których wyrasta właśnie ta tytułowa róża – piękny muzyczny kwiat, samoświadomy i przede wszystkim prawdziwy, któremu wciąż zdarza się artystycznie potykać, ale jeżeli nawet się potyka, to robi to z niesamowitą klasą. Czuć na tej płycie obnażenie. Czasami aż nieco zawstydzającą i niepokojącą jednocześnie intymność. Czuć przede wszystkim silną i wyrazistą kobiecość, która dojrzewała w Jessie J przez te wszystkie lata. R.O.S.E., na którą składają się cztery EP-ki, to zdecydowanie najdojrzalsze wydawnictwo artystki. Wokal Jessie J zyskuje tutaj kolejną barwę, a ona sama zdaje się przeżywać nowe sceniczne życie, trochę skromniejsze i mniej mainstreamowe, ale satysfakcjonujące jak nigdy dotąd. Napiszę to ponownie: uwielbiam takie powroty! RECENZJA


4. Bovska – Kęsy

Po dwóch pierwszych albumach, byłem nieco zaniepokojony, że Bovska nas już nie zaskoczy. Kęsy nie pozostawiają jednak żadnych złudzeń – oprócz tego, że spośród wydanej dotychczas trójki są tym najlepszym, to w dodatku podsycają apetyt na jeszcze więcej. To jednocześnie najtrudniejsza płyta Bovskiej, jeszcze więcej wymagająca w warstwie tekstowej oraz znacznie trudniejsza pod względem brzmienia (tutaj w duecie z Janem Smoczyńskim – chapeau bas), w którym spokój potrafi przeplatać się z ciężkim syntezatorowym graniem. Ulubieńca wybrać nie potrafię. Luksus? Mocno mocno? RECENZJA


3. Lykke Li – so sad so sexy

Podium otwiera Lykke Li ze swoim czwartym albumem. so sad so sexy Lykke Li przypomina mi pod pewnymi względami The Altar Banks sprzed dwóch lat (według mnie najlepszy z najlepszych w 2016 roku). To płyta, która – podobnie do albumu Amerykanki – po pierwszym zachwycie i zachłyśnięciu się melancholijno‑erotycznym brzmieniem, nieustannie dojrzewa i rośnie, a zamiast z biegiem czasu o niej zapominać, przeżywa się ją coraz intensywniej. Gdybym każdy z albumów na podium miał określić jakimś tytułem, so sad so sexy byłby tym najbardziej erotycznym i zmysłowym krążkiem tego roku. RECENZJA


2. The Dumplings – Raj

Owszem, zdarza mi się kręcić nosem, szczególnie podczas słuchania refrenu Uciekam, ale Święs i Karaś dostarczyli mi album, na jaki od jakiegoś czasu w Polsce czekałem. Raj jest mocno osadzony w przeszłości, ale jednocześnie bardzo nowoczesny i narzucający trendy w „alternatywnym mainstreamie”. Parafrazując tytułowy singiel, tak wygląda mój raj. Muzyczny raj. Genialny, niepowtarzalny klimat, wspaniały wokal obojga (!) i teksty, które – jak pisałem w recenzji – można byłoby zamknąć w skromnym, ośmiowierszowym tomiku poezji. W tym roku w Polsce nie było lepszego albumu. RECENZJA


1. The Venus Project – Vol. 1

Skoro The Venus Project, czyli kryjąca się pod tą nazwą Georgia z nowozelandzkiego duetu Broods, swoją debiutancką płytę zatytułowało Vol. 1, spodziewam się, że za jakiś czas zaskoczy nas kolejnym albumem, być może właśnie zatytułowanym Vol. 2. Pomimo upływu prawie dziewięciu miesięcy, wciąż nie jestem chyba na niego gotowy, choć gdzieś podświadomie żądam całym sobą tak autentycznej i – w tej całej swojej prostocie – chwytającej za serce muzyki. Ta płyta najbardziej mnie w tym roku poruszyła. Niszczyła mi jeszcze bardziej nieciekawe wieczory i powodowała, że szare dni były jeszcze bardziej szare, ale jednocześnie jakby piękniejsze. Przypomniała mi o tym niekomfortowym uczuciu, kiedy muzyka faktycznie wywołuje wzruszenie, robiąc słuchaczowi jednocześnie dobrze i wyjątkowo źle. Choć Lykke Li i The Dumplings kradli mi więcej czasu, The Venus Project i Vol. 1 to zdecydowanie największe emocje. RECENZJA

 

A JAKIE SĄ WASZE ULUBIONE PŁYTY 2018 ROKU?

Piszcie w komentarzach!

7 Comments

  1. Bartek

    Basta Kasi Nosowskiej, za to, że podjęto na niej ważny temat. Płyta powinna pewnie wylądować pod choinkami wielu polskich rodzin. Osobiście album motywuje do tego, żeby przebudzić się z życiowego letargu bez względu na to czy kogoś dotyka problem przemocy czy nie.

    Reply
    1. Paweł Pachla (Post author)

      Osobiście trochę się do tej płyty nie mogę przekonać, ale bardzo szanuję jako eksperyment muzyczny Nosowskiej! W końcu trzeba się rozwijać!

      Reply
  2. Geek Kocha Najmocniej

    Expectations, Hayley Kiyoko – za 20gayteen i mocne wprowadzenie LGBTQ+ do mainstreamu.

    Reply
  3. Julia

    U mnie królowały w tym roku (kolejność raczej losowa):

    1. Janelle Monae “Dirty Computer”
    2. Kali Uchis “Isolation”
    3. ROSALIA “El Mal Querer”
    4. Kamasi Washington “Heaven and Earth”
    5. Esperanza Spalding “12 Little Spells”
    6. Wspomniana przez Ciebie Sigrid
    7. Wspomniany krążek The Dumplings
    8. Cecile McLorin Salvant “The Window”
    9. U.S. Girls “In a Poem Unlimited”
    10. Na to miejsce dałabym zależnie od dnia soundtrack do “Black Panther”, “Aquamana” lub “A Star Is Born”

    Też szykuje takie zestawienie, ale pewnie trochę mi z tym zejdzie… 😀

    Reply
    1. Paweł Pachla (Post author)

      Staram się przekonać do ROSALII. Uwielbiam “Malamente” (o matulo, jak mnie to buja haha), ale mam problem z całym krążkiem… Nie skreślam, czekam na więcej! Przyznam, że z Twojej listy dopisałem aż cztery albumy “do poznania”! Jaram się! 😀

      Reply
      1. Julia

        To bardzo się cieszę. Na śmierć zapomniałam jeszcze o “Honey” Robyn. 😀

        Reply
  4. Ewelina

    Dzięki za interesującą listę, dodałam albumy do listy odtwarzania, będę przesłuchiwać 🙂 Od siebie dodam, że ciekawą propozycją z tego roku jest album Pablopavo i ludziki – Marginal.

    Reply

Podyskutuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *