Piętnaście najlepszych filmów 2018 roku

Dla wielu widzów rok 2018 jest bardzo ważny. To w końcu czas, w którym do polskich kin trafiło wiele wspaniałych filmów, wśród których nie sposób pominąć Tamtych dni, tamtych nocy i Romy, określanych niekiedy mianem arcydzieł. W blogowym rocznym rankingu najlepszych filmów zabraknie jednak obu tytułów – patrząc przez pryzmat zachwytów naokoło, moich dwóch największych tegorocznych rozczarowań (nie, nie twierdzę, że to są złe filmy). Określę je mianem „pięknych rozczarowań”. Skoro już wiemy, kogo zabraknie wśród czołowej piętnastki, poznajcie piętnaście najlepszych filmów 2018 roku według oszerokopojetejkulturze.pl!

Zestawienie obejmuje tylko te filmy, które miały polską premierę kinową w 2018 roku!

Wyróżniona piątka:

Narodziny gwiazdy reż. Bradley Cooper (za Lady Gagę i jej głos)
Pomiędzy słowami reż. Urszula Antoniak (za przepiękne zdjęcia i muzykę)
Suspiria reż. Luca Guadagnino (za bycie arcydziełem kiczu)
Touch Me Not reż. Adina Pintilie (za bycie najtrudniejszym doświadczeniem)
Whitney reż. Kevin Macdonald (za wzrusz!)


15. Jeszcze dzień życia
reż. Damian Nenow, Raúl de la Fuente

Ranking piętnastu najlepszych filmów 2018 roku otwiera Jeszcze dzień życia, który niedawno otrzymał Europejską Nagrodę Filmową dla najlepszej animacji roku. To hybryda animacji i dokumentu, która opowiada o wyprawie Ryszarda Kapuścińskiego, wybitnego polskiego reportera, do ogarniętej wojną Angoli. Jeszcze dzień życia jest jednak nie tylko pięknie zrealizowanym filmem, ale przede wszystkim bardzo mocno trzymającą w napięciu historią. Choć delikatnie zabrakło mi lekkiego zagrania na emocjach w związku z postacią Carloty, nie można odmówić twórcom emocjonującego doświadczenia. Jeden z najlepszych filmów tegorocznej Gdyni.


14. Pierwszy człowiek
reż. Damien Chazelle

Pierwszy człowiek mógł być pompatycznym, momentami przesadnie podniosłym kinem amerykańskim a’la Spielberg (jego nazwisko nie pojawia się tutaj przypadkowo, w końcu to producent wykonawczy filmu). Sam Chazelle, choć w nieuniknioną w tego typu historiach pompatyczność popada, nie traci swojego autorskiego pazura. Pierwszy człowiek mocno osadzony w mainstreamie, niekiedy bardzo świadomie – szczególnie za pomocą ziarnistych zdjęć – romansuje ze stylem kina niezależnego. To bardzo dobre, świetnie zrealizowane widowisko, które minimalnie pozostaje w tyle za dwoma wcześniejszymi dokonaniami reżysera. Chazelle zaś konsekwentnie wzmacnia swoją wysoką pozycję pośród amerykańskich twórców.


13. Dziedzictwo. Hereditary
reż. Ari Aster

Nie należę do fanów horrorów. Znacznie łatwiej docenić mi ten typ kina, kiedy twórcom udaje się wyjść złamać gatunkowe ramy. Dziedzictwo. Hereditary – tegoroczny numer trzynaście – skutecznie poza te ramy wychodzi. Kino gatunkowe przeplata się z dramatem rodzinnym, w którym fenomenalnie odnajduje się Toni Collette, dająca taki popis aktorski, że w ogóle hoho. Co więcej, określić ten film po prostu horrorem to tak, jakby właściwie nie powiedzieć o nim nic (a takich filmowych przypadków jest na szczęście coraz więcej). Wciąż nie mogę się pogodzić ze stylistycznie oderwanym od całości zakończeniem, ale Dziedzictwo. Hereditary to jeden z tych filmów, które mocno intrygują. Gdy o nim myślę, widzę scenę ratowania siostry.


12. Jestem najlepsza. Ja, Tonya
reż. Crais Gillespie

W pewnym sensie intrygują mnie niebanalne dramaty sportowe, w których aktorzy przechodzą wspaniałe transformacje. Jestem najlepsza. Ja, Tonya (ugh, ten tytuł) dostarcza nam nie tylko świetną kreację aktorską (nieostatnią nominowaną do Oscara w tym rankingu) Margot Robbie, ale przede wszystkim dawkę niekonwencjonalnego kina biograficznego – w wyrazie bardzo gorzkiego, niepozbawionego jakże potrzebnego tutaj dystansu. Sceny jazdy figurowej są fenomenalnie zmontowane (jeden z tych must watchów na wielkim kinowym ekranie) i ogląda się je z zapartym tchem. Na drugim planie niezwykłą metamorfozę przechodzi zaś Allison Janney – nagrodzona Oscarem dla najlepszej aktorki drugoplanowej.


11. Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri
reż. Martin McDonagh

Symbolicznie Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri są jedną pozycję za Kształtem wody (rankingowy spoiler, ups!), ale wciąż nie potrafię rozstrzygnąć, który z tych filmów faktycznie jest lepszy. Choć serducho bije mocniej do produkcji del Toro, tutaj fascynuje wspaniały portret kobiety‑matki pełen sprzeczności – pozornie silnej babki, która ugrzęzła w dołku, z którego nieudolnie stara się wydostać. Billboardy dają Mildred nadzieję, której przecież w końcu tak bardzo w swoim życiu potrzebuje. Sprowadzają na nią również niespodziewanych wrogów. I nowych podejrzanych. Perfekcyjna w tym filmie Frances McDormand z drugim zasłużonym Oscarem na koncie!


10. Kształt wody
reż. Guillermo del Toro

Dziesiątkę najlepszych filmów 2018 roku otwiera zdobywca Oscara oraz Złotego Lwa na ubiegłorocznym Festiwalu w Wenecji dla najlepszego filmu – Kształt wody, który podzielił widownię na całym świecie. Jedni dostrzegają w tym filmie opowieść o kobiecie, która uprawiała seks z rybo-podobną istotą. Drudzy zaś dali się porwać baśniowości, klimatowi, wspaniałej Sally Hawkins (Frances McDormand zasłużenie ukradła jej sprzed nosa Oscara, choć Hawkins zasługiwała na niego równie mocno, genialna rola!) oraz fantastycznej istocie, która rozbudziła emocje w niemej kobiecie. Uwierzyłem w to nieprawdopodobne uczucie dwójki „innych”. I ta muzyka!


9. Climax
reż. Gaspar Noé

„Boli mnie głowa” – powiedziałem, opuszczając salę krakowskiego Kina pod Baranami. Tak naprawdę bolało mnie bardziej życie. Na myśl o filmie Gaspara Noé krew wciąż wydaje się pulsować szybciej, a w głowie da się wyczuć niepokojący ścisk. Trochę tak, jakby człowiek został pozbawiony resztek jakiegokolwiek wewnętrznego spokoju. Bo w Climaxie nie ma czegoś takiego jak równowaga. Nieważne, czy mówimy o trywialnym trzymaniu pionu, tego imprezowego fasonu (jego też tutaj brakuje), czy o reżyserskim zrównoważeniu, które objawiać by się mogło w kontrolowanej atmosferze filmu, kolejnych krokach bohaterów i samej akcji, w tym przypadku pozbawionej jakichkolwiek hamulców. Widzicie, Climax to film‑jazda. Bez trzymanki. I nawet jeżeli chcemy się czegoś złapać, to nie mamy czego. Ani kogo.


8. Over the Limit
reż. Marta Prus

Over the Limit widziałem podczas Krakowskiego Festiwalu Filmowego, na którym zresztą zdobył Srebrnego Lajkonika dla najlepszego filmu dokumentalnego. Cieszę się tym bardziej, że film znalazł dystrybutora i trafił do polskich kin, ponieważ w rocznym rankingu mogę zaznaczyć jego wyjątkowość i ugruntować jego pozycję pośród najlepszych tegorocznych premier. Dokument traktuje o rosyjskiej gimnastyczce Margaricie Mamun, która przygotowuje się do Olimpiady. Nie jest to jednak droga prosta i gładka, a wręcz przeciwnie – pełna wyrzeczeń, gorzkich słów oraz walki, w której ciągle jest się „tą gorszą i niespełniającą oczekiwań”. Over the Limit to wspaniale zrealizowany film, który ogląda się jak pełnokrwisty dramat sportowy. Film znalazł się na liście 13 polskich filmów ostatnich lat, które warto obejrzeć.


7. Nigdy Cię tu nie było
reż. Lynne Ramsay

Najnowszy film Lynne Ramsay z Joaquinem Phoenixem trafił do polskich kin z prawie rocznym opóźnieniem po premierze na Festiwalu w Cannes, na którym w 2017 roku otrzymał aż dwie Złote Palmy – dla aktora pierwszoplanowego oraz za scenariusz. Nigdy Cię tu nie było to przede wszystkim wspaniały, niepowtarzalny klimat, który trzymał mnie w ryzach przez prawie półtorej godziny seansu. To nie tylko zasługa fenomenalnej, mocnej kreacji Joaquina Phoenixa, ale również świetnych zdjęć i genialnej muzyki Jonny’ego Greenwooda. Sama Ramsay doskonale bawi się tym filmem – kino artystyczne i indywidualne, w którym poznajemy wewnętrzny dramat głównego bohatera, przeplata z kinem gatunkowym; gdzieś między wierszami naprawdę brutalnym thrillerem.


6. Fuga
reż. Agnieszka Smoczyńska

Po świetnie przyjętych na świecie Córkach Dancingu, które ja znowu przyjąłem bardzo chłodno, w drugim filmie Agnieszki Smoczyńskiej mogło wydarzyć się wiele. Fuga okazała się jednak filmem zupełnie innym – znacznie spokojniejszym, skromniejszym w wyrazie, ale bogatszym w emocje. Jest to bowiem opowieść o kobiecie, która straciła pamięć i nie chciała tej pamięci odzyskać (są to zresztą słowa samej Smoczyńskiej, którymi opisała swój film podczas gdyńskiej konferencji prasowej). Nie chciała, ponieważ tracąc pamięć i wyrabiając sobie przez pewien czas nową tożsamość, zyskała jednocześnie nowe życie. Fenomenalna jest w tym filmie Gabriela Muskała, która popełnia tutaj najlepszą i najbardziej charakterystyczną kreację w swojej karierze. Na myśl o zakończeniu moje myśli wciąż błądzą.


5. Lady Bird
reż. Greta Gerwig

Choć tegoroczną oscarową galę Lady Bird zakończyło bez żadnej złotej statuetki, wciąż pamiętam o jakże ważnej kobiecej nominacji w kategorii reżyserskiej dla Grety Gerwig, debiutującej w wyjątkowo dobrym stylu. Jeżeli miałbym w skrócie określić Lady Bird, nazwałbym ten film małym dziełem, w którym skrywa się sto procent Grety Gerwig z Grety Gerwig. Czuć tam nie tylko Frances Ha, ale również nutę irytującej Mistress America. Całość ubrana jest jednak w nastoletnie akcenty, w których świetnie odnajduje się zadziorna Saoirse Ronan. Wzruszający komediodramat o nieco zagubionej dziewczynie, która chętnie wyrwałaby się z ciasnego dla jej osobowości miasteczka. To ten film w rocznej topce, który darzę wyjątkową sympatią.


4. Wieża. Jasny dzień
reż. Jagoda Szelc

Wieżę. Jasny dzień widziałem po raz pierwszy na ubiegłorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. To nie była filmowa miłość od pierwszego wejrzenia, oj nie. Teatr Muzyczny opuściłem zmieszany, określając Wieżę filmem „do przemyślenia”. Zakłopotanie nie ustępowało. Ponowny seans zaserwowałem sobie podczas tegorocznej OFF Camery i gdy przestałem starać się usilnie zrozumieć, paradoksalnie zrozumiałem. Wieża. Jasny dzień Jagody Szelc (podobnie zresztą jak najnowszy Monument) to film, który przede wszystkim powinno się odczuwać – zanurzyć się w gęstym klimacie i niejednoznacznych relacjach pomiędzy postaciami. Szelc swoim debiutem cholernie intryguje, bezlitośnie uderza i otwiera snutą historię na domysły. Dajcie już ten Monument do kin. Dajcie się ponownie zachwycić!


3. Lato
reż. Kiriłł Sieriebriennikow

Gutek Film, odpowiadający za dystrybucję najnowszego filmu Kiriłła Sieriebriennikowa, który znalazł się w Konkursie Głównym tegorocznego Cannes, w sposób nadzwyczajny podsumował powolutku chylące się ku końcowi (tytułowe) lato. Dystrybutor nie mógł chyba wybrać lepszego momentu na pokazanie tego filmu polskiemu widzowi niż czas, w którym wieczory wydają się coraz chłodniejsze, a dzień staje się stopniowo jakby coraz krótszy. Lato Sieriebriennikowa – opowiadające o dwójce rockmanów ze Związku Radzieckiego – swoją energią pozwala zapomnieć o zbliżającej się jesiennej melancholii. Jest żywiołowo i rytmicznie, a reżyser – choć zdaje się prowadzić swój film w sposób zupełnie umiarkowany – nie pozwala sobie na jakiekolwiek zwolnienie tempa. „Miłość, wolność, Rock’n Roll”. Lato w ZSRR.


2. Zimna wojna
reż. Paweł Pawlikowski

Po wielkim sukcesie na Festiwalu Filmowym w Cannes, Zimna wojna trafiła do polskich kin i zachwyciła polską publiczność. Zachwytom nie ma końca, a w stosunku do poprzedniej Idy, nowy film Pawła Pawlikowskiego – już teraz nie tylko zdobywcy Oscara, ale również zdobywcy Złotej Palmy – okazał się w dodatku niemałym sukcesem komercyjnym. I ja osobiście też się z tych zachwytów nie będę wyłamywał. Przecież Zimna wojna to kino, które swoją wizualnością ociera się o doskonałość. Piękne, dopracowane, wysmakowane. Opowiadające gdzieś między kolejnymi kadrami o przedziwnej, poszatkowanej miłości, którą uzupełnia czarna, niema pustka. A jak wspaniale i wyjątkowo prezentuje się tutaj polski folklor. I to zakończenie – po Idzie myślałem, że tak pięknie się nie da.


1. Nić widmo
reż. Paul Thomas Anderson

Najlepszy film 2018 roku? Po cichu na tym końcoworocznym szczycie przeczuwałem już Nić widmo i Paula Thomasa Andersona przy okazji lutowej premiery. Nie powiem, nie jest to wybór, jakie miewałem w poprzednich latach, czyli film spod znaku „one and only”. Stwierdzam jednak, wciąż z pewną dozą niepewności, że w tym roku nie widzieliśmy w polskich kinach lepszego filmu od Nici widmo. Anderson kreuje bardzo kameralny klimat w nadzwyczaj niespiesznym, bardzo spokojnym filmie. To dzieło (!) pochłaniające atmosferą, pozostawiające z jakąś pustką i niepokojącą ciszą. Nie sposób nie wspomnieć przy okazji o fenomenalnej kreacji Daniela Day‑Lewisa oraz przepięknej muzyce Jonny’ego Greenwooda, która była najczęściej słuchaną przeze mnie muzyką filmową w tym roku. Dzieło niemal kompletne.

 

A jakie są według Was najlepsze filmy 2018 roku?

Piszcie w komentarzach!




Podyskutuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *