„Suspiria” | Kobiety-matki-wiedźmy

Nie należę do największych fanów Luci Guadagnino, a już w szczególności jego najgłośniejszych (topiąc się w zachwytach innych, powiem, że „jedynie” niezłych) Tamtych dni, tamtych nocy – filmu, w którym nie widzę żadnego uczuciowego napięcia, a już tym bardziej niebezpośredniej namiętności. Dlatego też wenecka Suspiria – remake horroru o tym samym tytule z 1977 roku – była swego rodzaju kredytem zaufania z mojej strony, który Guadagnino zresztą doskonale wykorzystał. To kino diabelsko złe i niebiańsko zachwycające zarazem.

Amerykańska tancerka Susie Bannion (Dakota Johnson), udaje się do Berlina, aby rozpocząć naukę w tamtejszej, prestiżowej szkole baletu. Jej przyjazd zbiega się w czasie z tajemniczym zniknięciem Patricii (Chloë Grace Moretz) jednej z wychowanek akademii. Susan, czyniąca niesamowite postępy pod okiem ekscentrycznej dyrektor artystycznej szkoły – Madame Blanc (Tilda Swinton), szybko zaprzyjaźnia się z inną tancerką Sarą (Mia Goth). Kiedy w szkole dochodzi do kilku mrożących krew w żyłach incydentów, obie dziewczyny zaczynają nabierać podejrzeń, co do prawdziwej natury akademii. Wkrótce Susie pozna jej największy, mroczny sekret. (opis dystrybutora)

Powiedzieć, że Suspiria jest horrorem, to tak jakby nie powiedzieć nic. Co więcej, za szkodliwe uznaję jakąkolwiek klasyfikację gatunkową tego filmu. Nie myślmy o nim jako o horrorze, dramacie psychologicznym, thrillerze czy czymkolwiek innym. Spójrzmy szerzej i pomyślmy o Suspirii jako o Suspirii; o filmie, który się wyłamuje, przekracza granice smaku i ucieka się do formalnych rozwiązań, które jednocześnie fascynują i wywołują dyskretny uśmiech politowania. Guadagnino balansuje pomiędzy kinem arthousowym a kinem klasy B. No, chyba nikt się nie spodziewał, że wybuchające części ciała mogą być najbardziej emocjonującymi scenami Suspirii. Odważnie sięga po kino gore, pełne brutalności, które fenomenalnie odbija się w jednej z tanecznych scen (Dakota Johnson choć nie odkleja od siebie łatki Anastasii z Greyowej trylogii, w tańcu jest rewelacyjna). Kreuje jednocześnie film‑doświadczenie, w którym niczego głębokiego nie ukrywa. Dużo ważniejsze wydaje się zaś to, co przedstawia, oraz to, co my widzimy. A jesteśmy świadkami małego wielkiego arcydzieła kiczu, którego trudno nie chłonąć.

Suspiria jest bezkompromisowym światem kobiet. Trochę też radykalnym, w którym właściwie nie ma miejsca dla mężczyzny, a jeżeli mężczyzna już się pojawia, to jest kimś upokorzonym. Powiecie, że mamy tutaj istotnego bohatera męskiego Doktora Josefa Klemperera, ale co z tego, skoro wciela się w niego znakomita Tilda Swinton, występująca zresztą w Suspirii w aż potrójnej roli. Wychodząc poza fabułę, to symboliczne zamknięcie kobiety w męskim ciele. Zaznaczenie, że mężczyzna, który zostaje wpuszczony do świata kobiet‑wiedźm, niczym zaproszony przez nie do wspólnego tańca, tak naprawdę jest kobietą. Nie przesadzałbym zaś z samym feminizmem oraz feministycznym wydźwiękiem Suspirii, bo choć czuć tutaj #womanpower, mam problem z kobiecą jednością. Ustępuje ona w pewnym momencie miejsca wewnątrzgrupowej destrukcji. Jaki jest zaś kobiecy świat wykreowany przez Lucę Guadagnino? Skrajnie nieprzewidywalny. Trochę jak on sam.

Nowe dzieło Guadagnino przypomina mi w pewnym sensie przypadek ubiegłorocznego mother! Darrena Aranofsky’ego. Nie chodzi nawet o drastyczny podział widowni. Bardziej skupiałbym się wokół porozrzucanych fabularnych cząstek, niedopowiedzeń i finałowego epilogu, w którym Guadagnino zamyka interpretacyjną przestrzeń. Trochę jakby tworzył sztukę dla sztuki; sztukę, która podoba się najbardziej jemu samemu. Dlatego jedni też odnajdą się w tym przekombinowanym kinie, topiąc się w niepokojącej atmosferze i muzyce Thoma Yorke’a (proszę, niech Akademia nie zapomni o tym nazwisku w przyszłorocznych nominacjach!). Drudzy zaś rozstaną się ze światem Suspirii w rozczarowaniu, które pomimo upływu kolejnych dni nie będzie słabnąć. Osobiście kocham i nienawidzę, i niech to będzie najlepsza rekomendacja.

Foto: Alessio Bolzoni / Amazon Studios

Podyskutuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *