„Raj” The Dumplings | Tak wygląda mój raj

Kiedy przed dwoma laty Justyna Święs oraz Kuba Karaś podzielili się z nami nowymi piosenkami, składającymi się na reedycję (zresztą przyjętą przeze mnie dość chłodno) ich drugiego albumu Sea You Later, słuchając końcowej partii utworu Piękne Dłonie, pomyślałem, że chciałbym usłyszeć kiedyś płytę, w której syntezatory i lata 80. (bądź też te 90.) będą przenikały się z unikatowymi tekstami i niesamowitym głosem wokalnej połówki duetu. Długo nie musieliśmy czekać. Dwa lata później otrzymujemy album Raj – trzeci w karierze zespołu The Dumplings. Nigdy przesadnie nie ulegałem wizji telepatii, ale być może mój umysł wysłał jakieś niezidentyfikowane fale w stronę artystów. Bowiem The Dumplings na swoim nowym albumie bardzo odważnie czerpią z przeszłości, sprawnie łącząc taneczną elektronikę z debiutu ze znacznie mroczniejszym brzmieniem, które poznaliśmy przy okazji drugiego albumu. Parafrazując tytułowy singiel, tak wygląda mój raj, z którego nie uciekam. Muzyczny raj.

Kiedy po raz pierwszy przesłuchałem album, do szczęścia brakowało mi marynarki całej obszytej w czarne bądź granatowe cekiny, zdartych czarnych lakierków i scenerii wyjętej prosto z Córek Dancingu Agnieszki Smoczyńskiej. Uprzedzam nieprzemyślane pytania: nie, The Dumplings nie stworzyli płyty, na której ukryte są szlagiery pokroju Daj mi tę noc czy Byłaś serca biciem. Aczkolwiek myślę, że gdyby zorganizować taki dancing na miarę 2018 roku, kto wie czy Raj nie byłby jego pozycją obowiązkową, obok innych współczesnych piosenek, których inspiracje sięgają lat 80. Pierwsze wrażenie swoistego nieprzystosowania do słuchania nowego albumu The Dumplings nie zanikało jakoś szczególnie podczas kolejnych spotkań z płytą, ale temu brakowi towarzyszyło ciągłe odkrywanie. Spektrum zachwytu się poszerzało. I wciąż się poszerza na kolejne elementy składowe Raju

Trzeci album odkrywa The Dumplings na nowo. Zbędne jest powtarzanie tego, że Kuba Karaś jest obecnie jednym z najważniejszych polskich producentów muzycznych w Polsce, a Justyna Święs to głos eksportowy, na polskiej scenie współczesnej bezsprzecznie jeden z najważniejszych (tak, właśnie to powtórzyłem). To już dowiedzieliśmy się przy okazji albumu drugiego. Raj najmocniej z dotychczasowych wydawnictw zespołu eksponuje doskonałość warstwy tekstowej. Ukrytej między kolejnymi dźwiękami liryki, którą najchętniej zamknąłbym w skromnym, ośmiowierszowym tomiku poezji. „Deszczowa” samotność, przeplata się tutaj z zagubieniem, szukaniem, ale również ucieczką i strachem. Tekstowym faworytem jest jednak Kino z pulsującym fragmentem wprawiającym w nadzwyczajny trans. Zbyt krótki.

Siedzą i obserwują nasze miłości
Wielkie pogrzeby, narodziny nasze
Siedzą i obserwują nasze miłości
Piękne rozstania, intymne doznania

Kino

Zaskakuje również nowa twarz Kuby Karasia, który w zamykającym album Tam gdzie jest nudno, ale gdzie będziemy szczęśliwi zabiera końcową partię wokalną Justynie Święs, kradnąc też – jeżeli chodzi o ostateczny efekt – zupełnie niechcący wokalnie utwór temu głównemu głosowi w zespole. Karaś brzmi nieco leniwie, ale w tym lenistwie jest wbrew pozorom sporo emocji, które idealnie domykają cały krążek The Dumplings. Krążek – co warto byłoby tutaj zaznaczyć – bardzo wybuchowy, pełen trafionych strzałów i w kilku momentach zupełnie nieoczekiwany (szczególnie, gdy następują po sobie Raj, Deszcz i kolejne Uciekam). Najcelniejszym strzałem (i chyba też największą energetyczną petardą!) jest tytułowy singiel Raj, rozpoczynający się zresztą dźwiękiem przeładowywanego karabinu. Gdybym miał wskazać kandydata na jego następcę, powinien nim zostać Frank, utrzymany zresztą w podobnym klimacie i muzycznej stylistyce, najmroczniejszy na albumie Deszcz, ze świetnym tekstem („Z włosów na szyję, na usta, na kark / Z karku na plecy i dalej jakoś tak”) oraz emocjonalnym wokalem Święs, lub genialnie budowane Przykro mi, które The Dumplings prezentowali już podczas ostatnich koncertów.

Raj jest pierwszą płytą The Dumplings w całości nagraną w języku polskim i jednocześnie pierwszą płytą tak mocno ocierającą się o doskonałość. Owszem, zdarza mi się kręcić nosem, szczególnie podczas prostego refrenu Uciekam, ale Święs i Karaś dostarczyli mi płytę, na jaką od jakiegoś czasu w Polsce czekałem. Płytę mocno osadzoną w przeszłości, ale jednocześnie nie ograniczającą się jedynie do inspiracji tym, co już było, i czym kiedyś się zachwycaliśmy. W Raju przeszłość przeplata się z nowoczesnością. Syntezatorowa tradycja ulega czasami mocno osadzonemu we współczesności zacięciu The Dumplings. I dobrze, ponieważ zespół nie zrywa z charakterystycznością brzmienia, za którą poszły tysiące kolejnych słuchaczy. Wciąż słychać tutaj dobrze znany nam zespół, który sięga znacznie dalej, ale wciąż pozostaje wierny sobie i nie dokonuje drastycznej zmiany. Oddziaływanie całokształtu potęgują ukryte na bonusie dwa covery – bardzo dobre Jestem kobietą z repertuaru Edyty Górniak, nagrane wraz z Mary Komasą, oraz świetnie znane każdemu, znakomite Ach nie mnie jednej, które momentalnie wyrosło na jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów zespołu. Jeszcze kilka ważnych premier przed nami, ale kto wie, może rok 2018 będzie należał właśnie do niego?

Podyskutuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *