Dla kogo gdyńskie Złote Lwy? | 43. FPFF w Gdyni

Mówiąc wprost – w tym roku na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni było lepiej niż w ubiegłym. Może brakowało tych spektakularnie porywających tytułów jak Cicha noc czy Najlepszy w Konkursie Głównym, ale z drugiej strony obyło się bez filmowych nieporozumień. W zamian otrzymaliśmy zbiór dość umiarkowanie przeze mnie przyjętych filmów, wśród których znaleźć można pojedyncze przypadki tych dobrych i bardzo dobrych. Kto jednak zasługuje na zwycięstwo w najważniejszych kategoriach tegorocznych Konkursów?

Przed Festiwalem wszystko wskazywało, że zwycięzca będzie jeden – Zimna wojna i stojący za nią Paweł Pawlikowski, który w tym roku wrócił z Cannes z prestiżową Złotą Palmą za najlepszą reżyserię. Nic dziwnego – to kino na polskim gruncie nadzwyczajne, pięknie portretujące nie tylko relację pomiędzy kobietą i mężczyzną, ale również polski folklor (za każdym razem wielkie chapeau bas za jego ukazanie). Również po Festiwalu ciężko wyobrazić sobie innego triumfatora. Zimna wojna sprawia bowiem wrażenie filmu bezkonkurencyjnego, z góry skazanego na triumf. Wybór dzieła Pawlikowskiego będzie więc nie tylko zasłużony, ale przede wszystkim bardzo spodziewany. Jury konkursowe raczej nie będzie chciało nas zaskoczyć, bo po co? Gdyby jednak chciało, wyjścia widzę dwa.

Pierwsze z nich to Złote Lwy dla Kleru Wojciecha Smarzowskiego. Tak, nie jestem wielkim fanem tego filmu. Jest solidny i w tej solidności naprawdę dobry. Z każdą kolejną minutą seansu zyskuje na swojej wartości, szczególnie po tym bardziej komediowym początku, który czerpie z humoru, z którym prywatnie jest mi trochę nie po drodze. Nagroda dla Kleru byłaby w tym przypadku bardziej politycznym wyborem niż artystycznym (bo wiecie – Zimna wojna > Kler). Wyborem naprawdę możliwym. Szczególnie biorąc pod uwagę kontrowersje, którymi owiane jest odwołanie nagrody Radia Gdańsk, związanej z najdłuższymi owacjami. Owe wyróżnienie miało właśnie powędrować do Kleru i Smarzowskiego (11 minut owacji!), ale ostatecznie nagroda nie trafiła do nikogo. Przypadek? Drugim wyjściem jest bardzo dobra Fuga Agnieszki Smoczyńskiej ze scenariuszem Gabrieli Muskały (mój scenariuszowy faworyt!). Jak określiła sama reżyserka podczas konferencji prasowej, jest to film o kobiecie, która straciła pamięć i nie chciała jej odzyskać. Utrzymany w całkowicie innej stylistyce niż poprzednie Córki Dancingu, jest niepokojącą historią o kobiecie, która w jednej chwili stała się kimś zupełnie innym. Straciła nie tylko pamięć, ale przede wszystkim swoją poprzednią tożsamość. Miażdżące swoim spokojem i pozorną lekkością jest przede wszystkim zakończenie filmu, które sprawia, że Fuga staje się poniekąd wyjątkowa. Ten werdykt, gdyby jury chciało nas zaskoczyć i nagrodzić nie Zimną wojnę, a coś zupełnie innego, byłby jedynym satysfakcjonującym mnie wyborem.

Wśród aktorek problem jest dużo bardziej skomplikowany. Ciężko wybrać tę najlepszą, szczególnie, że dość mocno zacierają się granice pomiędzy rolami pierwszoplanowymi oraz drugoplanowymi. Są Joanna Kulig (za Zimną wojnę główna kandydatka do zwycięstwa), Gabriela Muskała (za Fugę moja główna kandydatka do zwycięstwa), Dorota Kolak (a tutaj może drugi plan za Zabawę zabawę?), Agata Kulesza, Maria Dębska czy Aleksandra Konieczna. Wśród mężczyzn liczę po cichu na Łukasza Simlata (rola męża Alicji w Fudze to drugoplanowe cudo!). Zastanawiam się za to w jaki sposób potraktują rolę Jakubika z Kleru, bo jeżeli jako pierwszy plan, to jest bardzo groźnym kontrkandydatem dla Tomasza Kota, a jeżeli jako drugi, obawiam się, że finalnie może pokonać Simlata, na którego stawiałbym ja. Nie wolno również zapominać o Janie Peszku z dobrego Juliusza oraz Januszu Gajosie za świetny występ w Kamerdynerze (ten film to też była całkiem spora niespodzianka). Reżyseria to Paweł Pawlikowski, chyba nie widzimy innej możliwości (choć równie dobrze mogłaby to być Smoczyńska lub faktycznie Smarzowski).

Ciekawe również, kto zwycięży w Konkursie Inne Spojrzenie. Choć walka według mnie powinna się rozegrać pomiędzy Monumentem Jagody Szelc (!!!) a animowano-dokumentalnym filmem Jeszcze dzień życia (!!), ważnym kandydatem do nagrody wydaje się również Nina – najbardziej oczekiwany przeze mnie film Festiwalu, który w żadnym stopniu mnie nie zawiódł, choć prawdą jest, że nie jest kinem wybitnym. Warto jednak pamiętać, że Olga Chajdas – reżyserka Niny – została ogłoszona Odkryciem Roku Onetu, co automatycznie kieruje wzrok w jej stronę.

Zwycięzców poznamy już dzisiaj. Ekscytacja level hard! A Wy kogo byście typowali?

Podyskutuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *