ZSRRockowych – recenzja filmu „Lato” (2018)

Gutek Film, odpowiadający za dystrybucję najnowszego filmu Kiriłła Sieriebriennikowa, który znalazł się w Konkursie Głównym tegorocznego Cannes, w sposób nadzwyczajny podsumował powolutku chylące się ku końcowi (tytułowe) lato. Dystrybutor nie mógł chyba wybrać lepszego momentu na pokazanie tego filmu polskiemu widzowi niż czas, w którym wieczory wydają się coraz chłodniejsze, a dzień staje się stopniowo jakby coraz krótszy. Lato Sieriebriennikowa – opowiadające o dwójce rockmanów ze Związku Radzieckiego – swoją energią pozwala zapomnieć o zbliżającej się jesiennej melancholii. Jest żywiołowo i rytmicznie, a reżyser – choć zdaje się prowadzić swój film w sposób zupełnie umiarkowany – nie pozwala sobie na jakiekolwiek zwolnienie tempa. „Miłość, wolność, Rock’n Roll”. Lato w ZSRR.

Lato oparte jest na prawdziwej historii dwóch rockmanów – Wiktora Coja, początkującego artysty, kierującego swoje pierwsze dźwięki w stronę wymagających słuchaczy, dojrzewającego muzycznie pod okiem tego drugiego, wspaniałego Mike’a Naumenko, wielkiej gwiazdy leningradzkiej sceny undergroundowej. Rosyjski reżyser nie tworzy jednak kolejnego zwykłego dramatu biograficznego, opowiadającego o dwójce muzyków, których – tym razem – połączyło marzenie o wielkiej muzyce rockowej w szarym socjalistycznym świecie. Sieriebriennikow idzie trochę dalej i bardzo umiejętnie unika gatunkowej poprawności, nie tracąc przy tym tempa swojej narracji, dobrego stylu i smaku oraz – co chyba najważniejsze – dość tragicznego obrazu swoich bohaterów, zamkniętych w ściśle określonych ramach systemu. Reżyser konsekwentnie łamie czwartą ścianę, wprowadzając niepokojącego narratora, który pojawia się i znika, przekreślając każdą fantazję o wolności. Kolejne zajawki radzieckiego rocka przeplata niekiedy z musicalowymi wstawkami, w których wybrzmiewają największe rock’n rollowe przeboje wrogiego zachodu, rozładowujące zresztą czarno-białe życie towarzyszy i towarzyszek. W scenach, kiedy marzenia o wolności dają o sobie szczególnie znać, sprawia, że film przypomina scenerię ruchomego komiksu, a kolejne postaci pojawiające się na ekranie są niczym zachodni superbohaterowie. Walka dobra ze złem byłaby jednak tutaj banałem. Bohaterowie walczą o swoje ideały. Wolność. Swobodę. Muzyczne wyzwolenie. Walczą z szarym i przede wszystkim nieprzewidywalnym socjalistycznym trwaniem. To nic, że dzieje się to jedynie w ich głowie. W zwykłej idei, która za każdym razem podporządkowuje się systemowi i jego wymaganiom. Ważne, że pozwala doświadczyć kolorytu świata w muzycznym „ponad”, w którym rozbrzmiewają Iggy Pop czy David Bowie. Kolorytu, którego w codzienności tak bardzo im brakuje.

Odcienie czerni i bieli zastosowane w obrazie Sieriebriennikowa, tym bardziej znajdują uzasadnienie w tym, o czym faktycznie rosyjski reżyser opowiada. Oprócz tego, że Lato jest opowieścią o Mike’u i Wiktorze, jest również historią ludzi rocka, którzy poprzez muzykę starali się wyjść poza narzucone schematy i kulturowe ramy. Muzyka jest tutaj bowiem ucieczką od tego, czego od rockowych towarzyszek i towarzyszy wówczas wymagano. Choć powinni, jako artyści i tekściarze raczej nie szukają szczęścia w socjalistycznym człowieku. Komentują siebie i swoje czarno-białe trwanie. Grają spokojne siedzące koncerty, choć fantazjują o tym, by publiczność mogła dać upust swoim emocjom i poczuciu muzyki. Kiedy jednak mogą porwać się marzeniom, na ekranie wydarzają się rzeczy, które wydarzyć by się tak naprawdę nie mogły, choć gdzieś w głębi siebie bardzo byśmy chcieli, żeby każdemu z bohaterów się finalnie przytrafiły. Zresztą kiedy słyszymy muzykę tych światowych największych, film Sieriebriennikowa nabiera momentalnie barw, a kiedy ta muzyka dobiega końca, momentalnie te barwy traci. A choć Lato to film wizualnie cudowny i porywający swoim zdjęciowym zimnem, które świetnie kontrastuje z porażającą energią, życiowo chcielibyśmy, żeby tych barw było tam jednak więcej.

Pisząc o Lecie, ciężko nie wspomnieć o Nataszy Naumenko, która – w tej całej historii dwóch rockowych jednostek – jest postacią, która te jednostki łączy wykreowanym przez nią miłosnym trójkątem. Czymś w rodzaju miłości zakazanej, na którą w rockowym szaleństwie i wolności bez granic Natasza może sobie pozwolić. Miłości, w której ostatecznie pocałunek nie jest niczym złym, ale trzymanie się za ręce może być nadzwyczaj niebezpieczne. To również z jej postacią wiąże się subtelne zakończenie melodramatycznego wątku filmu Sieriebriennikowa, dyskretnie skrywające dość dużą dawkę emocji. Reżyser pozostawia nam w tym przypadku wybór: albo sobie te emocje weźmiemy, albo nie. Dlatego też być może melodramatycznie Lato ma tak silny wydźwięk. Sieriebriennikow nie serwuje napisów, które wyjaśniłyby, co dalej zadziało się z głównymi bohaterami. Pozostawia ich mimochodem. W czarno‑białym świecie. Marzących o wolności. Tym tytułowym lecie, które przyniosłoby słońce i życiową swobodę.

Podyskutuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *