Zwierzęca sprawiedliwość – „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk

Dzięki filmowej adaptacji książki, realizacją której zajęła się sama Agnieszka Holland (Pokot został przecież wybrany na polskiego kandydata do Oscara w kategorii filmu nieanglojęzycznego), nominowane w 2010 roku do Nagrody Literackiej Nike, Prowadź swój pług przez kości umarłych Olgi Tokarczuk ponownie zyskało zainteresowanie czytelników. Jedna z najbardziej docenianych polskich pisarek przenosi nas do Kotliny Kłodzkiej, gdzie patrząc oczami Janiny Duszejko, jesteśmy świadkami morderstw, za którymi – jak uważa główna bohaterka – stoją atakowane przez myśliwych zwierzęta.

Sypiałam swego czasu z pewnym Protestantem, który z kolei wytyczał autostrady, i on mi mówił, podobno cytując Lutra, że ten, kto cierpi, widzi tył Boga. Zastanawiałam się, czy chodzi o plecy, czy może pośladki, jak wygląda ten boski tył, skoro nie potrafimy sobie wyobrazić przodu. Wygląda więc na to, że ten, kto cierpi, ma do Boga dostęp specjalny, kuchennymi drzwiami, jest błogosławiony, ogarnia jakąś prawdę, którą bez cierpienia trudno by było pojąć. W pewnym sensie zdrowy jest tylko ten, kto cierpi, jakkolwiek to dziwnie brzmi. To pasowałoby do całości, myślę.

Duszejko to odmieniec. Człowiek obcy miejscowej społeczności, wyznający zupełnie inne wartości oraz posiadający nieznaną jej wrażliwość. Bohaterkę porusza natura, bliskość roślin, wzrok zwierząt i dwa psy – córki, zastępujące jej rodzinę, której nie ma. Duszejko w tej swojej odmienności staje się postacią nadzwyczaj fascynującą. Przemawia przez nią nienawiść do myśliwych, ale jednocześnie bije od niej ciepło i najprostsza „ludzkość”. Co ciekawe, w odróżnieniu od pozostałych postaci, wcale nie odbieramy jej jako bohaterki obcej. Wręcz przeciwnie, nawet jeżeli się z nią nie zgadzamy, to szanujemy jej dość radykalne poglądy i poniekąd podziwiamy jej wnętrze. Wokół Duszejko rozgrywa się wszystko, co właściwie w książce Tokarczuk jest najlepsze – intrygujące wywody (chociażby ten o rozprawianiu się z nocnymi koszmarami sennymi), astrologiczne spostrzeżenia, ciekawe anegdoty i opowieści.

Stary sposób na senne koszmary jest taki, że trzeba je opowiedzieć na głos nad otworem ubikacji, a potem spuścić wodę.

Charyzma głównej bohaterki gubi się jednak gdzieś w wątku kryminalnym i towarzyszącej mu zagadce tajemniczych morderstw. Nie jest to kwestia pewnej poglądowej monotematyczności Duszejko, a bardziej braku iskry, która choć trochę rozpaliłaby w czytelniku chęć poznania sprawcy niepokojących morderstw. W wątku kryminalnym nie ma przede wszystkim klimatu i choć zakończenie pozostawia z pewnymi przemyśleniami, to znaczną część Prowadź swój pług przez kości umarłych czyta się jednak bez większej refleksji. Ten brak momentów, przy których czytelnik może się zatrzymać, powoduje, że książka Tokarczuk trochę po czytelniku spływa i nie wywiera na nim większego wrażenia, nie mówiąc już o emocjach. To również kwestia lekkości lektury, która aż wręcz nie pasowała do poruszanych tematów, zresztą bardzo poważnych i istotnych. Bo to nie tylko książka o niepokojących morderstwach, ale o ekologii i dość unikatowym postrzeganiu wartości natury. Zamiast poznawać ciekawą Duszejko i zupełnie nieciekawe tajemnicze morderstwa z kłusownictwem w tle, lepiej zaczytywać się w rewelacyjnych Ostatnich historiach.

Podyskutuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *