Niezgoda w rytmie disco – recenzja płyty „Discordia” Natalii Nykiel

Niby czekaliśmy na nowy album Natalii Nykiel trzy lata, ale tej nieobecności artystki na polskiej scenie muzycznej raczej szczególnie nie odczuliśmy. Co więcej, Natalia bardzo nas w tym czasie rozpieszczała. Po sukcesie singla Bądź duży, podzieliła się z nami rozszerzoną wersją debiutanckiego Lupus Electro, prezentując Ekrany i sześć remixów piosenek znanych z debiutu. Później ponownie podbiła listy przebojów chwytliwym Errorem, a jego sukcesom towarzyszyła premiera koncertowego nagrania Error Tour oraz intrygującego teledysku do Pół dziewczyny. Kilka miesięcy temu poznaliśmy pierwszy zwiastun drugiego albumu – Spokój, trzecią piosenkę Natalii Nykiel, która znalazła się w czołowej dziesiątce polskiej listy Airplay. Jaka jest więc ta długo wyczekiwana Discordia? Czy to płyta nagrywana na fali sukcesu debiutu?

Oprócz Discrodii jako tej „niezgody”, która podkreślana jest w każdym wywiadzie przeprowadzonym z artystką, płyta jest przede wszystkim tym „disco”, ukrytym nieśmiało gdzieś w tytule. Wbrew pozorom to „disco” staje się określeniem dość przewrotnym, patrząc przez pryzmat tego, co znajdujemy na drugim albumie Natalii Nykiel. Czuć tutaj zabawę, ale również odwagę. Nie znajdziemy tutaj zbyt wiele przebojowości. W zamian dostajemy kompozycje, jakich na polskiej scenie electropopu dotychczas nie słyszeliśmy. Brak przebojowości jest jednak w przypadku Nykiel pojęciem dość nieprzewidywalnym. O jej braku mówiono również przy okazji debiutanckiego Lupus Electro, ponieważ nikt się nie spodziewał, że electropop aż tak może się w Polsce spodobać i przedostanie się do mainstreamu. Potraktujmy więc Nykiel, Foxa i jej sceniczną drużynę jako postaci, które dały temu gatunkowi na polskiej scenie muzycznej drugie życie. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że są swego rodzaju prekursorami, co potwierdza właśnie Discordia. Płyta bez napisanych przebojów, ale któż się spodziewał, że Bądź duży będzie takim przebojem?

Pierwszym singlem, promującym drugie wydawnictwo Nykiel, był Spokój – jedyna piosenka na albumie, która skazana była na komercyjny sukces. Popularna, ale niebanalna oraz niepozbawiona intrygującego autorskiego tekstu. Było to takie muzyczne echo artystki rozlegające się przez kilka miesięcy w polskich radiach, aż do czasu premiery Discordii i jeszcze chwilę po niej. Kolejne Kokosanki przyniosły nam dynamiczną odsłonę muzyki Nykiel, z trochę rozwiniętą (choć gdzieś już wcześniej u Nykiel słyszaną) aranżacją i przeuroczą, nieco discopolową końcówką. Trzeci Total Błękit, po premierze albumu, wyrósł na najlepszą piosenkę na Discordii. To nie tylko świetna produkcja Foxa, który razem z Nykiel na Discordii idzie nie krok, a kilka kroków naprzód, ale głównie fenomenalny tekst Marii Peszek, która dała Natalii w prezencie jeden z najlepszych tekstów w jej niedługiej karierze.

Discordia jest płytą, na której artystka balansuje pomiędzy skrajnymi brzmieniami. Z jednej strony mamy otwierającą album Falę, która odważnie zahacza o techno, a Nykiel brzmi wyjątkowo drapieżnie. Z drugiej – ballady Post czy Pokój 5, które już nie tak subtelne jak perfekcyjne Pusto z debiutu, ponownie nieśmiało objawiają tę delikatniejszą twarz artystki, stając się małą odskocznią od zadziorności Discordii. Gdzieś pomiędzy znajdziemy anglojęzyczne utwory (Riki Tiki, nagrane w duecie z Igorem Walaszkiem I’m Fine oraz The Lovers), które powinny zostać zamknięte na skromnej EP-ce i puszczone w świat, bo jeżeli możemy się chwalić anglojęzyczną Nykiel, to się chwalmy. Zresztą utwór The Lovers, ukryty na wersji rozszerzonej albumu, jest piosenką, zdominowaną przez znakomicie zaśpiewany refren („all the fucking lovers gone, they all jumped from the roofs”), która wybija się światowością na tle innych pozycji. Na edycji specjalnej Discordii znajdziemy również Odbicie, okraszone fenomenalnym aranżem i świetnie brzmiącym wokalem Natalii, które na wersji podstawowej mogłoby zastąpić jedynie niezłe Give Me Some More czy Staminę z tekstem Podsiadło. To mógłby być kolejny singiel promujący Discordię!

Nie da się wręcz uciec od wrażenia, że Nykiel swoimi działaniami pozostawia w tle wielu artystów, którzy niegdyś wydawali się przodować na polskiej scenie muzyki elektronicznej. I nie chodzi teraz nawet o sam rozgłos, jaki pojawił się wokół jej twórczości i samej osoby, ale przede wszystkim o ciągłe parcie naprzód zarówno ze swoją muzyką (coraz odważniejszą i w skutkach ciekawszą), jak i samymi pomysłami na jej oprawę. Tak, jak w przypadku Lupus Electro, wskazywało się niepowtarzalne koncerty Nykiel, w których artystka świeciła na scenie różnymi kolorami jak prawdziwa księżniczka electropopu, tak samo w przypadku Discordii wystarczy wspomnieć o trasie Total Tour, ze świetnymi wizualizacjami otwierającymi koncert i samą zaaranżowaną przestrzenią sceny, o kostiumach już nie wspominając. Nadzwyczaj dobrze prezentują się również teledyski. O ile te do singli Spokój i Total Błękit niektórych mogą rozczarować ze względu na swoją powolną konwencję (choć zrealizowane są bez zarzutu), o tyle interaktywny teledysk do Kokosanek, zmieniający się ze względu na to, ile osób jednocześnie go ogląda, jest naprawdę czymś nowatorskim na polskim gruncie. I za to właśnie Nykiel niezwykle szanuję. Od takiej szarej myszki w telewizyjnym talent show, najpierw stała się jedną z najważniejszych polskich debiutantek ostatnich lat, a teraz – po serii sukcesów, dwóch diamentach dla singli i złotej płycie dla Lupus Electro – postacią, która wyznacza trendy niczym polski prekursor electropopu. Ciekawe, czy Natalia faktycznie zdaje sobie sprawę jak ważną osobą stała się przez te ostatnie trzy lata w polskiej muzyce. Tak niespodziewanie, bo nic przecież na to nie wskazywało.

Podyskutuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *