Oglądanie grozi śmiercią? – recenzja filmu „Botoks” (2017)

Patryk Vega to nie tylko maszynka do robienia filmów, ale przede wszystkim maszynka do robienia pieniędzy. Po kasowych sukcesach ostatnich dwóch części Pitbulla, jego jeszcze ciepły Botoks zaliczył najlepsze kinowe otwarcie tego roku, przyciągając do kin tłumy. To efekt nie tylko nazwiska reżysera, które zachęca masy, ale przede wszystkim kontrowersyjnego tematu oraz miażdżących film recenzji, które w dniu premiery zalały wręcz internet. Botoks Vegi nie jest aż tak tragiczny, jak wszyscy naokoło o nim mówią, ale nie jest też dobrym filmem. Nie jest nawet przeciętny, a Patryk Vega swoimi działaniami pozbawia siebie niechcący (albo może chcący?) intrygującej pozycji w swojej filmografii.

Cztery kobiety – Daniela, Magda, Beata i Patrycja – funkcjonują w medycznym świecie, który jest światem zdominowanym przez mężczyzn. Każda z nich – mając styczność z instytucjami szpitala lub prywatnej kliniki – zostaje dotknięta i skrzywdzona przez szeroko pojętą służbę zdrowia. Vega składając w całość cztery historie kobiet, serwuje nam kolaż brutalnych zabiegów oraz intryg koncernów farmaceutycznych, które budują całą otoczkę kontrowersyjności wokół Botoksu. Kolaż ten sprawia, że narracja jest nie tylko poszatkowana, ale momentami brakuje jej wręcz spójności. Wymienność niektórych scen, która może być rzeczą zamierzoną, jak chociażby w eksperymentującym z kategorią narracji filmie Szatan kazał tańczyć Katarzyny Rosłaniec, w przypadku Botoksu jest raczej wypadkiem przy pracy. Szybkiej i w związku z tym trochę niechlujnej. Poszatkowanie samej historii oraz wybiórcze potraktowanie niektórych motywów wybija nie tylko z emocjonalności, jaką mógł ten film ze sobą nieść, ale przede wszystkim irytuje zbędnością niektórych wątków – wrzuconych, nie do końca jasnych, wprowadzających niepotrzebny humor, wołający o pomstę do niebie (cały wątek z bohaterem, w którego wciela się Piotr Stramowski jest poniżej jakiegokolwiek poziomu i jedyne, co się w nim może podobać, to ładne twarze występujących w nim aktorów).

Botoks generalnie obrazuje siłę kobiet, które rozpychają się łokciami w męskim świecie. Ich motywacje są różne – od chęci udowodnienia czegoś komuś lub sobie, przez zwykłą próbę stawienia czoła przeciwnościom losu (źródłem tych przeciwności losu są również mężczyźni), po zwykłą chęć zemsty. Obraz kobiet jest przedstawieniem dość wyrazistym. Powiedziałbym nawet, że spotęgowanym przez ostatnie sceny, które podkreślają tę kobiecą niezależność. Martwiące i jednocześnie zastanawiające przez cały seans jest jednak to, w jaki sposób Vega dąży do wykreowania obrazu siły kobiet. Zanim do niego ostatecznie dochodzi, niebezpiecznie balansuje pomiędzy wyważeniem, a wywoływaniem u widza odczucia pewnego fałszu. Botoks z jeden strony uderza rozwiniętym szowinizmem, zaskakując ostatecznie pewnym feministycznym wydźwiękiem (choć sam feminizm jest tutaj na tyle spłycony, że nie wiem, czy określanie tej „siły kobiet” jakimkolwiek feminizmem nie jest pewnym nadużyciem). Bohaterowie filmu Vegi rzucają w widzów homofobicznymi żartami „o pedałach”, a jednocześnie w jakimś stopniu lansuje się transseksualizm i między wierszami przypisuje mu się stanowiska całkowicie normatywne (co ciekawe, postać transseksualna jest źródłem tej homofobii, czuć w tej postaci pomysł, ale przez teksty w stylu „poronienie Ci służy” nawet na nią niejednokrotnie patrzy się z politowaniem). Botoks jest więc trochę takim filmem bez konkretnego stanowiska. Brakuje mu poglądu i wizji, którą czuć jedynie w brutalnych i naturalistycznych scenach porodów, aborcji czy operacji (całkiem dobrze zresztą zrealizowanych).

Przeciętnie napisane postaci, skutkują również bardzo nierównymi kreacjami aktorskimi. Obok Sebastiana Fabijańskiego, wcielającego się w Marka, który stał się kobietą, wszystko, co najlepsze w swojej postaci, stara się pokazać Agnieszka Dygant. W ogóle wątek Beaty jest najciekawszym wątkiem, w który momentami naprawdę udaje się wejść. Nie jest to może totalne pochłonięcie, ale wyczuwa się zarówno tę kobietę, jak i jej problemy oraz związane z nimi nieszczęście. Vega zabija trochę tę emocjonalność na własne życzenie, dodając bezsensowne, zupełnie niepotrzebne zdania, bądź nie do końca zabawne wtrącenia, które z przeżywania nieszczęścia jednak wybijają i są to wybicia bezlitosne. Bo niestety nie jest to humor subtelny, mogący z emocjami współgrać, ale niesmaczny i wręcz nieadekwatny do tego, co przed chwilą zobaczyliśmy na ekranie (i tu znowu można byłoby wrzucić ten tekst o poronieniu, o którym wspomniałem wcześniej, bo on wyjątkowo mnie uderzył i zniesmaczył). Zaskakująco rozczarowująca jest Olga Bołądź, która ostatnio zaintrygowała mnie występem w Człowieku z magicznym pudełkiem Bodo Koxa, by w Botoksie popełnić najgorszą rolę w swojej karierze, nie dając rady przeskoczyć kłód, które rzucił jej pod nogi sam Vega, tworząc niby rozbudowaną, ale ostatecznie zupełnie bezpłciową postać Danieli. Aktorsko uwagę może przykuwać Katarzyna Warnke, która momentami sprawia wrażenie zagubionej w roli Magdy oraz Marietta Żukowska, mająca w tym filmie swoje momenty. Bo w ogóle Botoks ma swoje momenty, ale przez reżyserską i scenopisarską bezmyślność bardzo ciężko je dostrzec.

W przypadku najnowszego filmu Patryka Vegi, najbardziej zajmujące jest jednak to, jak ten film wpłynie na opinię publiczną i czy w ogóle wpłynie. Tkwi w tym pewne niebezpieczeństwo. Biorąc pod uwagę już teraz negatywne zdanie na temat służby zdrowia, które przewija się przez wypowiedzi milionów Polaków, może być ono spotęgowane (co zresztą widać po komentarzach wielu widzów). Z drugiej strony jednak, więcej czyta się kłótni o to, czy Botoks jest dobry czy zły, a niewiele się mówi o tym, czy faktycznie przedstawia chociaż częściowo prawdę, czy się z nią kompletnie rozmija, a jeżeli już się mówi, to nie dochodzi się do żadnych wniosków. Jest więc głośno, bo liczne kontrowersje, ale tematy o Botoksie tylko do tych kontrowersji się ograniczają i chyba ostatecznie na tym film traci najwięcej. Vega popełnił coś złego, chociaż czuć było w tym wszystkim mniejszy lub większy potencjał.

foto: telemagazyn.pl

Podyskutuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *