Jesteś mężczyzną? – recenzja filmu „Inxeba. Zakazana ścieżka” (2017)

Film Inxeba. Zakazana ścieżka można było oglądać na tegorocznym krakowskim Festiwalu OFF Camera, gdzie walczył o nagrodę w Konkursie Głównym, jeszcze pod mniej mówiącym tytułem Rana. Obecnie wokół pełnometrażowego debiutu Johna Trengove’a pojawiła się oscarowa otoczka, a sam zawalczy o złotą statuetkę jako południowoafrykański kandydat do nagrody w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego.

Reżyser w swoim debiucie łączy tematy homoseksualizmu oraz tradycyjnych ludowych obrzędów, związanych z rytuałami męskiej inicjacji. O ile razem ze sobą nie kolidują, o tyle dość nierówno prezentują się osobno, a mam tutaj na myśli w szczególności obrazowanie homoseksualizmu, które nie uniknęło sztampowości i powielania motywów dominujących w kinie LGBT. Wątek relacji gejowskiej można czytać tutaj dwojako. Po pierwsze, reżyser wrzucając bohatera pośród rdzennych prawdziwych mężczyzn, podkreśla również męskość wykreowanego bohatera i prowadzi do jego normatywizacji wobec pozostałych członków grupy. Po drugie, Xolani zostaje uwikłany w relację, która rozwija się od zwierzęcości do pewnego uczucia. Oczywiście – jak to przeważnie bywa – uczucia nieszczęśliwego. Powiedziałbym, że Inxeba sili się na coś w stylu Tajemnicy Brokeback Mountain, tyle że dziejącej się pośród rdzennej ludności RPA, skupiającej się wokół swoich rytuałów. W innej przestrzeni, ogarniętej mniejszą lub większą dzikością. Dodałbym, że sili się zupełnie niepotrzebnie. Dzikość i bezkompromisowość niektórych obrazów, proponowanych przez Trengove’a, pochłonięte zostają przez schematyczność i zamknięcie wątku w ramach, które już od kilku lat niekoniecznie się sprawdzają. W kategoriach filmów LGBT Inxeba sprawdza się raczej średnio.

Schematyczność przeszkadza jedynie w momentach, kiedy wątek homoseksualizmu wychodzi na plan pierwszy, pozostawiając w swoim tle obrzędy oraz sam rytuał inicjacji, który intryguje właściwie od samego początku. Ciężko odczytać reżyserskie intencje, czy aby twórca dochodzi w tym filmie do jakiejś krytyki tego typu działań, które podobno do dzisiaj praktykowane są w niektórych rejonach RPA, czy jednak reżyser zostawia nas z odczuciem, że tego typu rytuały niekoniecznie współgrają z męskością. W ogóle mam wrażenie, że Inxeba. Zakazana ścieżka pozostawia kategorię powszechnie rozumianej męskości pod małym znakiem zapytania. Tę wątpliwość potęguje dość mocne i niespodziewane zakończenie, będące jednocześnie obrazem męskiej siły, jak i wielkiej słabości.

Chyląc się ku końcowi warto również określić szansę w oscarowej walce o statuetkę dla filmu nieanglojęzycznego. Gdybym miał wybierać pomiędzy tym filmem a polskim Pokotem, chyba wciąż wybrałbym Pokot, chociaż Inxeba. Zakazana ścieżka w ostatecznym rozrachunku dostaje ode mnie skromnego plusa więcej (głównie za mocne zakończenie). Na samą nominację do Oscara chyba nie ma co liczyć, bo chociażby w pojedynku z takim The Square, trochę ten film ginie. Ale myślę, że samej postaci reżysera, warto się przyjrzeć, bo czuć tutaj jakiś potencjał.

Za możliwość przedpremierowego seansu filmu dziękuję dystrybutorowi

 

http://www.tongariro.pl/

Podyskutuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *